poniedziałek, 18 grudnia 2017

Wysokie obcasy

14 października 2008 r
   Płomienie świec szalały tworząc dziwne cienie na ścianie. Staliśmy w objęciu na środku sypialni. Nasze dłonie splotły się w uścisku, nasze usta przywarły do siebie. Na przemian ssałam i przygryzałam Twoje wargi. Mój język szalał w Twych ustach bez opamiętania. Całowaliśmy się namiętnie, a czasami bardzo dziko. Przybliżyliśmy się do łóżka, delikatnie pchnęłam Cię na nie. Opadłeś na miękką pościel i w pozycji półleżącej patrzyłeś na mnie. Obserwowałeś każdy mój ruch. Kusiłam Cię gestem, kusiłam słowem i ciałem. Twój wzrok zatrzymał się na moich butach. Czarne lakierowane czółenka, na bardzo wysokiej, cieniutkiej szpileczce. Właśnie takie jak uwielbiasz. Doskonale wiem, że widok takich butów na nogach kochanki rozbudza Twe najdziksze fantazje. Ten widok podnieca Cię do granic możliwości, rozgrzewa Twe ciało, rozbudza zmysły. Działa jak afrodyzjak. Wiem, czego potrzebujesz, czego pragniesz, co Cię podnieca. Wolnym krokiem, delikatnie kołysząc biodrami podeszłam do łóżka. Uniosłam nogę i oparłam na Twym kolanie, tak byś mógł napatrzeć się tym cudownym butom, a potem przesunęłam nogę w stronę krocza i delikatnie bucikiem gładziłam Twą wypukłość w spodniach. Przejechałeś dłonią po mojej nodze. Znowu pchnęłam Cię na łóżko, tym razem mocniej. Położyłeś się, byłeś bezbronny, taki niewinny. Dzisiaj mój Ty kochanku uwiodę Cię, zabiorę do krainy rozkoszy. Okrakiem usiadłam na Tobie. Rozpięłam koszule, muskałam ustami i zmysłowo lizałam językiem Twe ciało. Najpierw pępek i brzuch, a potem dorwałam się do Twych sutków. Krążyłam wokół nich językiem, ssałam je i przygryzałam. Dotarłam do Twych ust, spijałam z nich gorące pożądanie. Moje biodra wiły się w takt naszych oddechów. Ocierałam wilgotnymi z podniecenia majteczkami o Twoją męskość uwięzioną w spodniach. Czułam dreszcze jakie przechodzą po Twoim ciele. Siedząc na Tobie, zdjęłam bluzkę, rozpięłam i zsunęłam stanik. Twoim oczom ukazały się duże, jędrne piersi. Zaczęłam je pieścić i ugniatać, a po chwili przysunęłam się do Ciebie, nachyliłam i zaczęłam nimi ocierać Twoją twarz. Zachłannie próbowałeś je polizać, przytrzymując je dłońmi. Gryzłeś moje twarde sutki, ssałeś je. Twoje ciało było gorące, Twój dotyk parzył. Pieściłam każdy skrawek Twego ciała. Ocierałam sutkami Twój tors, drażniłam sutkami Twoje sutki. Zjechałam niżej. Zaczęłam nerwowo rozpinać Twe spodnie. Zsunęłam spodnie, by móc dorwać się do męskości. Ujęłam w dłoń penisa, mocno go ścisnęłam i rozpoczęłam dziki taniec, by po chwili wziąć go do ust. Usłyszałam Twój przytłumiony jęk rozkoszy, gdy poczułeś moje wilgotne i gorące usta na swym skarbie. Mój język błądził po całej jego długości, drażnił każdy nerw. Usta mocno obejmowały penisa. Na przemian ssałam, gryzłam i pieściłam wykonując ruchy góra-dół. Moja głowa zwinnie się poruszała w dzikim tańcu rozkoszy. Moje oczy wciąż patrzyły na Ciebie, obserwowałam Twoją reakcję na każdy mój dotyk. Pieściłam dłonią jądra, by po chwili lizać je językiem, a potem ssać. Dawałam Ci niezapomnianą rozkosz. Gdy poczułam, że zaraz osiągniesz szczyt, przerwałam. Odchyliłam w bok swe majteczki, przejechałam palcem po cipce. Mrrr … jaka ona była mokra, jaka rozgrzana. Popatrzyłam na Ciebie, podsunęłam Ci do ust mokrego paluszka. Zlizałeś z niego moje soczki. Uśmiechnęłam się z zadowoleniem. Uniosłam wyżej tyłeczek, chwyciłam Twego penisa i przejechałam nim wzdłuż mojej kobiecości, a potem z impetem nadziałam się na niego. Wszedł bardzo głęboko. Delikatny, przyjemny ból mieszał się z wielką rozkoszą. Ujeżdżałam Cię szybko i mocno. Moje piersi falowały w takt dzikich ruchów. Wiłam się, ocierałam się o Ciebie. Na przemian jęczałam i krzyczałam. Nasze ciała były w amoku pożądania, drżały, prężyły się. Pieściłeś moje piersi, szczypałeś sutki, muskałeś opuszkami palców brzuch, drażniłeś łechtaczkę. W pewnej chwili chwyciłeś mocno moje biodra, docisnąłeś je do swoich, teraz Ty nadawałeś rytm, szalone tempo. Łóżko trzeszczało, nasze ciała szalały. Po chwili wspólnie doszliśmy. Moje ciało wygięło się w łuk, z ust wydobył się przeciągły, gardłowy jęk. Zalałeś moje wnętrze gorącą spermą. Półprzytomna opadłam na Ciebie. Nie potrafiliśmy opanować dreszczy jakie targały naszymi ciałami. Nie potrafiliśmy nabrać tchu. Byliśmy jednym ciałem. Leżeliśmy na łóżku wtuleni w siebie. Delikatnie muskałam obcasem buta Twe łydki, by znowu rozbudzić w Tobie zwierzaka, bo tego wieczoru byłam wciąż nienasycona i pragnęłam naszej wspólnej rozkoszy jeszcze, jeszcze i jeszcze. Minuta po minucie, godzina po godzinie, do utraty tchu, do utraty przytomności. Delikatnie i namiętnie, mocno i dziko. Jeszcze, jeszcze i jeszcze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ostatnio napisane

Spontan

    Na raz, dwa trzy postanowiliśmy opuścić wygodną kanapę i pojechać do sklepu. Świat spowiła już ciemność. Zaparkowaliśmy na opustoszał...