wtorek, 19 grudnia 2017

W szponach pożądania

2 kwietnia 2010 r
      Tego wieczoru byliśmy umówieni na wspólny spacer. Spotkaliśmy się w parku. Byłam ubrana w letnią, zwiewną sukienkę. Skromny buziak na przywitanie spowodował, że czuliśmy się trochę niezręcznie,niepewnie. Szliśmy obok siebie w milczeniu. W mojej głowie kłębiły się różne myśli. Miałam wielką ochotę na chwileczkę zapomnienia, na przeżycie czegoś na co miałam już od dawna ochotę, ale i teraz podchodziłam do tego z dystansem. Wieczór był ciepły. W parku nie było już nikogo, nie licząc księżyca, który wskazywał nam drogę. Czułam na sobie Twój wzrok. Szliśmy zamyśleni. W pewnym momencie nie wytrzymałeś,stanął na środku chodnika, popatrzyłeś w moje oczy. Rozszerzone źrenice wszystko zdradzały. Pogładziłeś mnie dłonią po twarzy. Twoje miękkie usta przylgnęły do moich w namiętnym pocałunku. Języki oplotły się wzajemnie, a wargi ocierały się o siebie. Słyszałeś mój przyspieszony oddech, to wzmagające się, bijące kobiece ciepło. Pożądanie rosło z każdą kolejną sekundą. Położyłeś dłonie na moich udach i podciągnąłeś sukienkę ku górze. Wodziłeś swoimi paluszkami po moich udach , gładziłeś ich wewnętrzną stronę i całą dłonią otuliłeś moją cipkę. Wyczułeś wilgotne majteczki. Świat wirował wokół nas w szaleńczym tempie, ręce błądziły na oślep po całym ciele. Gwałtownym ruchem uwolniłeś moje piersi z uścisku sukienki, które wyskoczyły na wierzch i delikatnie się kołysząc opadły pod własnym ciężarem. Zafascynowany tym widokiem zacząłeś je ugniatać jednocześnie wcierając się biodrami w moje biodra. W odpowiedzi niczym w tańcu instynktownie rozchyliłam mocniej uda. Czułam Twojego sztywnego penisa. Nerwowo, jakby bezładnie masowałam go przez spodnie, raz po raz kąsając Cię namiętnie w usta. W pośpiechu rozpięłam Twą koszulę i przylgnęłam piersiami do Twojego torsu, chciałam żebyś czuł ich miękkość i sprężystość zarazem. Wiem, że uwielbiasz je dotykać i lizać. Przerwaliśmy na chwilkę całowanie, popatrzeliśmy w dół, gdzie moje zwinne dłonie wydobyły Twoją męskość z rozporka. Patrzyłeś na mnie pełen pożądania, patrzyłeś jak z wielkim zapałem uwalniam Twego penisa i zachwycam się jego widokiem. Oblizałam usta, przygryzłam wargi. Odchyliłeś na bok moje majteczki i włożyłeś bez pardonu środkowego palca w moje wnętrze. Rytmicznie wsuwałeś go i wysuwałeś. Podniosłam jedną nogę i oparłam na skraju ławki. Znów przywarłam do Ciebie w namiętnym pocałunku, objęłam Cię za szyję, lizałam po ustach podniecona. Całowałam Cię bardziej namiętnie, kiedy przyspieszałeś pocieranie mojej łechtaczki. Byłam prawie nieprzytomna z rozkoszy. Odwróciłam się tyłem do Ciebie, patrzyłeś na mnie i uśmiechałeś się łobuzersko. Podciągnąłeś sukienkę do góry, instynktownie od razu wypięłam tyłeczek. Klęknąłeś, opuściłeś moje majteczki do kostek i rozchyliwszy mocno moje pośladki, przejechałeś językiem po całej długości cipki. Moje ciało wygięło się pod wpływem pieszczot. Zaczęłam wzdychać i jęczeć. Stanąłeś za mną i wbiłeś się we mnie swym penisem. Jedną ręka przysłoniłeś mi usta, bo krzyczałam z rozkoszy, drugą sięgnąłeś od przodu i palcami mocno pieściłeś łechtaczkę. Byłam niesamowicie rozluźniona i z uwielbieniem przyjmowałam Twoje rytmiczne pchnięcia. Chwilkę później przenieśliśmy się na ławkę. Ponownie dorwałam się do penisa. Pieściłam go zachłannie, mocno. Słyszałam Twój przyspieszony z podniecenia oddech. Usiadłam na Tobie, tyłem do Twej twarzy i nadziałam się na męskość. Jeździłeś opuszkami palców po moich plecach, lekko je drapałeś co powodowało delikatne dreszcze. Wodziłeś językiem po karku, masowałeś dłońmi biust. Podszczypywałeś sterczące sutki. Moje biodra unosiły się i opadały w coraz szybszym tempie. Nie potrafiłam nad tym zapanować. Swoim paluszkiem delikatnie pieściłam łechtaczkę, co jeszcze bardziej przyspieszyło dojście na szczyt. Jęczałam, czułam olbrzymi przypływ ciepła, rozkosz rozeszła się po całym ciele. Przytrzymywałeś mnie za biodra i coraz szybciej nadziewałeś na swojego penisa. Ciała drżały, oddechy były szybkie, a jęki głośniejsze. Gdzieś w oddali było słychać szczekania psa i czyjeś głosy, ale dla nas to nie miało żadnego znaczenia. Byliśmy wreszcie razem. Zaczęłam głośno krzyczeć w przypływie rozkoszy jaką mi dawałeś. Przeżyliśmy wspólne uniesienie. Trysnąłeś swym nektarem, rozkoszne ciepło zalało moje wnętrze. Dostarczyłeś mi niesamowitej rozkoszy. Wyczerpani siedzieliśmy na ławce, rozglądając się dokoła czy nikogo nie ma. Twoje muśnięcia dłoni na mej twarzy nadal wywoływały we mnie dreszcze. Uwielbiam się z Tobą kochać. Ty wiesz czego potrzebuję, czego pragnę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ostatnio napisane

Spontan

    Na raz, dwa trzy postanowiliśmy opuścić wygodną kanapę i pojechać do sklepu. Świat spowiła już ciemność. Zaparkowaliśmy na opustoszał...