wtorek, 19 grudnia 2017

Tajemnicze spotkanie - ciąg dalszy

13 maja 2016 r
Tekst  powstał przy współpracy z czytelnikiem "Jan Kowalski"
Jan Kowalski
   Pozostawiam Cię klęczącą na podłodze ze śliną cieknącą z ust. Idę w stronę rzeźbionego okrągłego stolika stojącego pod oknem. Widzisz, jak światło świec pełga po tyłku i moich mocnych, już lekko spoconych plecach. W lustrze na ścianie przez moment dostrzegasz kutasa kołyszącego się na boki w rytm kroków. Sterczy dumnie i potężnie jak u zboczonego greckiego boga płodności. Dopiero gdy wracam, widzisz, co niosę: w jednej dłoni duży kielich z grubo rżniętego kryształu. Połyskuje w nim rubinowy płyn. W drugiej dłoni trzymam obłą fajkę do opium i zapalniczkę. Wzrokiem taksujesz mój mocno sklepiony tors. Totalnie wygolonego grubego kutasa z purpurowym łbem. Przez chwilę masz wrażenie, że patrzy na Ciebie jednym okiem. Pod spodem pełne jądra. Wciąż patrząc Ci w oczy kładę fajkę na biurku. Podoba mi się, gdy moja suka patrzy na mnie z dołu z pełnym oddaniem. Za brodę lekko unoszę Ci głowę. Przykładam kielich do ust.
- Co to jest? - pytasz nieśmiało.
- Ćśś - kładę Ci palec na ustach. - Pij.
   Wciąż się wahasz, ale ufasz, że nie zrobię Ci krzywdy. Zresztą Rubikon przekroczyłaś wchodząc do tego mieszkania. Poza tym gdzieś głęboko wiesz, że nie przyjmę sprzeciwu. Upijasz więc malutki łyk. W nozdrza uderza Cię oszałamiający ostry zapach. Przypominający nieco krew. Na języku czujesz mocny, intensywny smak. To chyba wino, ale pomieszane z piołunem i czymś jeszcze. Źrenice rozszerzają się momentalnie. Oczy błyszczą nienaturalnie. Po kręgosłupie przebiega niemal elektryczny dreszcz. Wypełnia piersi, brzuch i lędźwie. Sutki i łechtaczka twardnieją jak kamienie. Ekstatyczny ból.
- Jeszcze.. - nakazuję. Pijesz więcej. Język cierpnie, podobnie jak skóra na całym ciele. Krew roznosi alkaloidy, podbrzusze płonie. Cale ciało, zwłaszcza wnętrze cipki wzdraga się rytmicznymi dreszczami. Przez chwilę myślisz, że rozerwie Cię potężny orgazm. Podniecenie ścieka Ci po udach.
 - Dobra sucz - głaskam Cię po głowie, a potem schylam się i mocno całuję w usta. Rozgniatam Ci wargi swoimi. Czuję ich cierpką słodycz, którą się napawam. Jakby z żalem odrywam usta. Patrzę na Ciebie z uśmiecham ocierając Ci kciukiem ślinę z kącika ust.
   Odwracam się i biorę fajkę. Wkładam Ci do ust i podpalam srebrną zapalniczką. Kiedy widzę, jak ciągniesz rytmiczne buchy, upewniam się, że już to robiłaś. Obserwuję, jak mętnieją Ci półprzymknięte oczy. Wiem, że wraz ze spokojnym ciepłem rozchodzącym się po ciele opanuje Cię bezwład. Muszę dać Ci podparcie. Zabieram fajkę. Delikatnie, ale stanowczo unoszę podnoszę Cię z kolan i popycham na biurko. Opierasz się stojąc wypięta tyłem. Policzkiem i sutkami czujesz orzeźwiający chłód dębowego drewna. Piersi  rozpłaszczają się na blacie. Stoję i patrzę dłuższą chwilę na Ciebie bezwstydnie wypiętą. Lekko masuję kutasa chłonąc podniecający widok. Staram się go zapamiętać, by móc go naszkicować. Potem, jak już Cię zerżnę. Na razie jednak muszę Cię nieco orzeźwić. Podnoszę z podłogi wciąż mokre majtki. Przykładam do twarzy i wącham obleśnie. Pachną Tobą i Twoim podnieceniem. Potem wsuwam Ci je w usta, delikatnie nimi knebluję. Czujesz w ustach słony smak. Cofam się lekko i patrzę uważnie, jakbym chciał wybrać najlepsze, idealne miejsce. Wreszcie znajduję. Unoszę dłoń i wymierzam mocnego klapsa w tyłek. Plaśnięcie wybrzmiewa głośno, jakby niosło się echem w nocnej ciszy. Słyszę Twój jęk stłumiony przez majtki w ustach. Zaciskasz na nich zęby. I jeszcze raz w drugi pośladek. I znów. Stękasz. Uderzam znów, ale teraz przytrzymuję dłoń. Ściskam i macam Ci tyłek jak towar na targu. Teraz uderzam każdy pośladek lekko i szybko od dołu. Patrzę jak faluje Twój jędrny, sprężysty tyłek. Nagle klękam i zaczynam głaskać już lekko zaróżowione pośladki. Tak jakbym masowaniem chciał im wynagrodzić sprawiony ból. Liżę każdy od dołu do góry. Całuję i przysysam do jedwabistej skóry. Ale potem znów wstaję, jakby wiedziony jakimś przymusem. Paznokciem kciuka przesuwam po kręgosłupie z góry na dół i z powrotem. Czuję, jak Twoim całym ciałem wstrząsa dreszcz. Aż unosisz głowę i bezwiednie kręcisz tyłkiem. Strzelam Ci mocnego klapsa i drugiego zaraz potem. Staję za Tobą. Zaczynam kutasem oklepywać Ci pośladki, tak jakbym jego też chciał rozgrzać. Słyszysz obleśne plaskanie. Teraz kutas jest już potężnie ukrwiony. Wielki i twardy jak gumowa policyjna pałka. Czujesz, jak wodzę głowicą po wejściu do cipki. Oliwię ją Twoimi gorącymi sokami. Wiem, że tego pragniesz, podobnie jak ja, ale drażnię się z Tobą cofając lekko kutasa, gdy próbujesz naprzeć tyłkiem i się nadziać. Sam jednak jestem zbyt podniecony, by długo tak igrać z ogniem. Stopą rozstawiam Ci szerzej nogi. Przykładam Ci kutasa do cipki i mocnym, gwałtownym sztychem wpycham głęboko. Chyba to miał na myśli Fredro, gdy w XIII Księdze "Pana Tadeusza" napisał: "I wjechał chuj w pizdę, jak nóż wjeżdża w masło". Jesteś już śliska i mokra, więc kutas wchodzi prawie cały. Cofam lekko i wpycham do końca, po nasadę. Nie jesteś dziewicą, ale opinasz mnie elastycznymi ściankami jak futerał opina parasol. Zalany podnieceniem jak przez ścianę słyszę Twój stłumiony kneblem, ale potężny jęk, gdy się w Tobie rozpycham. Nie wiadomo, czy krzyczysz z bólu, czy z rozkoszy. Pewnie i z tego, i z tego, bo w końcu masz w podbrzuszu coś jakby rozgrzany do czerwoności metalowy pręt. Czas na wstępne gierki się skończył. Napalony do granic, sapiąc jak buhaj, napieram Ci na cipkę. Nie chcę się z Tobą kochać. Chcę Cię posuwać. Rżnąć się z Tobą jak zwierzęta w rui. Obiema rękami łapię Cię za ramiona i zaczynam pieprzyć mocno, stanowczo, brutalnie. Moje pchnięcia sięgają głęboko. Główka uderza w ten najczulszy punkt. Rozkosz, likwor, narkotyk mieszają Ci się we krwi, mieszają w głowie. Jęczysz na granicy wycia, kiedy kutas jeździ Ci w cipce jak tłok, a pełne jądra się o nią obijają. Słyszysz plaskanie, gdy moje silne lędźwie rytmicznie uderzają w Twoje sprężyste pośladki.
Nienasycona
   Twój kutas maksymalnie mnie rozpycha. Wypełnia na maxa. Czuję ból, który z czasem przeradza się w szaleńczą rozkosz. Pieprzysz mnie jak swoją, osobistą sukę, swoją własność. Mam wrażenie, że Twoja pała zaraz mnie rozerwie. Czuję Cię każdym milimetrem  ciała. Twoje biodra pracują jak tłoki. Kutas wbija się we mnie raz za razem. Dosadne, mocne pchnięcia. Nogi się pode mną uginają. Ledwo stoję. Klaps w tyłek. Mmm ... uwielbiam to. Czuję lekkie pieczenie. Pośladek pewno jest już czerwony. Kolejny klaps i następny. Wsuwasz mi dłoń we włosy i ciągniesz je w tył. Pieprzysz mnie na granicy słodkiego bólu. Świat wiruje tysiącem barw. Brakuje mi tchu, serce bije jak oszalałe. Na ciele pojawiają się kropelki potu. Cała drżę. Orgazm pustoszy ciało. Cipka mocno zaciska się na Twoim wielkim kutasie. Nie przestajesz mnie posuwać, nie zwalniasz. Wręcz odwrotnie, coraz szybciej i mocniej, dosadniej. A potem nagle wyjmujesz penisa. Oklepujesz nim pośladki, pozostawiając mokre ślady. Chwytasz je, mocno  rozchylasz  na boki i z impetem pakujesz mi kutasa w tyłek. Mimo knebla w ustach, wrzeszczę jak oszalała. Wsuwasz kutasa głęboko, po nasadę  w mój ciasny tyłek. Rżniesz go jak oszalały, w transie. Maksymalnie rozpychasz dupcie. Chwytasz mnie za szyję. Obejmujesz ją i lekko podduszając pieprzysz mnie w tyłek. Oczy mam jak za mgłą, jestem w innym świecie. Już nie bardzo wiem co się wokół mnie dzieje. Moje palce lądują w cipce. Masuje łechtaczkę, podczas gdy Ty rżniesz tyłek. Raz za razem wpychasz kutasa. Ból miesza się z rozkoszą. Ponowny klaps. Pośladki coraz bardziej pieką. Wyjmujesz mi knebel z ust. Chcesz usłyszeć jak jęczę, krzyczę z rozkoszy. Kolejny orgazm się zbliża. Mam problem z nabraniem powietrza. Krew pulsuje w skroniach. Oboje  wspólnie dochodzimy. Obficie spuszczasz się w dupcie. Strugi spermy wlewają się w ciasną dziurkę. Zalewasz ją do pełna. Dalej mnie pieprzysz aż sperma zaczyna spływać mi po cipce. Wyjmujesz penisa, każesz  mi klęknąć przed Tobą. Pakujesz mi kutasa głęboko w usta. Każesz  go lizać i ssać. Robię posłusznie wszystko co mi nakazujesz. Lizę Ci jądra, zasysam je. Dosadnie obciągam kutasa. Wsuwasz mi dłoń we włosy i mocno dociskasz mi głowę do swojego krocza. Krztuszę się, ślina ścieka mi po brodzie. Rzniesz moje usta na maxa. Do oczu napływają łzy. Wpychasz mi go do gardła, dławię się ...
Jan Kowalski
    Czujesz w gardle wielkiego węża. Mięśnie kurczą się automatycznie. Próbujesz łykać spływającą ślinę, pomieszaną z własnymi sokami i spermą. Łapię Cię obiema rękami za głowę, ściskam jak w imadle. I pieprzę Cię w usta jak oszalały. Jak w cipkę. Szybko ruszam tyłkiem, kutas sunie w Twoich nawilżonych błyszczących ustach jak tłok. Makijaż masz już rozmazany, szminkę też. Wyglądasz jak tania zdzira nad ranem. Rżnięta w usta bezlitośnie przez obcego faceta. Wyciągam. Kutas sterczy Ci przed oczami jak tłusty obleśny robal z purpurowym łbem. Oklepuję Ci twarz, podczas gdy rozpaczliwie próbujesz łapać powietrze.
- Wznieśmy toast - mówię z cynicznym uśmiechem zanurzając kutasa w kielichu z winem. Daję Ci ociekającego rubinowym płynem do ust.
- Napij się...
   Zachłannie spijasz krople z kutasa. Posłusznie patrzysz mi w oczy. Widzisz w nich pożądanie, determinację i aprobatę dla swoich poczynań. Z wystawionym językiem liżesz nabrzmiałego fiuta, czując każdą żyłę. A potem obrabiasz główkę i zasysasz. Ruszasz głową rytmicznie ciągnąc po jądra. Wypełnione znów po brzegi.
- Grzeczna sucz - mówię. - A teraz chwyć ustami główkę i mocno trzymaj. Nie wolno Ci jej puścić.
Z kielichem w dłoni powoli idę tyłem w stronę łóżka. Musisz iść za mną z kutasem w ustach. Na czworakach, noga za nogą, jak rasowa klacz. Patrzysz mi w oczy z oddaniem. Gdy jesteśmy przy łóżku, brutalnie podnoszę Cię za włosy. Popycham Cię na łóżko i szybko obracam na plecy. Okraczam i staję nad Tobą jak władca. Powoli przechylam kielich i wylewam na Ciebie wino. Otwierasz usta. Trafia tam trochę płynu, ale większość ścieka po twarzy, szyi, piersiach, brzuchu. Szczególnie dużo wina wylewam uważnie na cipkę. Odstawiam kielich i pochylam się. Namiętnie całuję Cię w usta. Potem dokładnie zlizuję wino z całego ciała. Całuję stwardniałe sutki. Liżę je i zasysam na przemian. Chwytam mocno i przygryzam. Pociągam i puszczam patrząc Ci w oczy. I znów. I znów. Potem nagle i łapczywie przysysam się do rozgrzanej cipki. Wpijam się ustami między wargi, spijam jednocześnie wino i soki. Odnajduję gruby i twardy węzeł łechtaczki. Rytmicznie ją drażnię językiem. Jedną ręką łapię Cię na przemian za sutki. Ściskam i ciągnę mocno. Palec drugiej ręki wsadzam Ci w tyłek i rżnę w tym samym rytmie, w którym ssę i liżę łechtaczkę. Chcę, by moja suka drżała i prężyła się w spazmach, żeby jej jęki i krzyki rozbrzmiewały ekstatycznie w nocnej ciszy. Kiedy czuję, że zbliża się orgazm, szybko idę w górę i wsadzam Ci kutasa. Od razu zaczynam Cię rżnąć. Mocno i szybko, w każde pchnięcie wkładając całą moc. U góry jestem niemal czuły, gdy całuję Cię namiętnie i głaszczę włosy. Ale na dole katuję Ci  cipkę niemiłosiernie, stanowczo i brutalnie. Lewe ramię wkładam Ci pod udo, obejmuję je, żeby kutasem wwiercić się jak najgłębiej, nabrzmiałą głowicą uderzać w ten najczulszy punkt. Nasze zboczone ciała są śliskie od potu, oddechy coraz bardziej chrapliwe. Odchylam Ci głowę do tyłu, podduszam, przygryzając Ci wargę. Dochodzimy razem jęcząc jak zwierzęta. Twoja obolała cipka kurczy się w tym samym rytmie, co mój skamieniały kutas. Spuszczam Ci się w sam środek. Gorące i mocne strzały uderzają w macicę. Rytmicznie wypluwam z siebie strugi spermy. Wreszcie opadam na Ciebie bez sił. Leżysz przygnieciona z moim kutasem w środku.
    Kiedy się budzisz, słońce jest już wysoko na niebie. Wpada do pokoju przez szpary w zasłonach ciężko zwisających na wysokich oknach. Leżysz sama w łóżku na brzuchu z odchyloną jedną nogą. Cienka satynowa kołdra zsunęła się eksponując Twoją kształtną dupcię w bezwstydnej pozie. Przez moment myślisz, że to był sen, ale słodki ból cipki, piersi i tyłka nie pozostawiają wątpliwości. Podobnie jak pokąsana szyja i usta, oraz zaplamione prześcieradło.
   Odchylasz głowę i widzisz ustawione obok łóżka sztalugi. Na nich wykonany węglem rysunek. Przedstawia Ciebie leżącą w tej samej pozie, w jakiej się obudziłaś.
Koniec
Tekst: Nienasycona sexem i Jan Kowalski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ostatnio napisane

Spontan

    Na raz, dwa trzy postanowiliśmy opuścić wygodną kanapę i pojechać do sklepu. Świat spowiła już ciemność. Zaparkowaliśmy na opustoszał...