poniedziałek, 18 grudnia 2017

Skórzany pejcz i gorący wosk

4 grudnia 2008 r
   Leżysz na łóżku i czekasz na mnie. W pokoju jest ciemno, kilka zapalonych świec tworzy intymny, lekko mroczny klimat. Twoje nagie ciało niecierpliwe się wije, kręci, ociera o satynową, bordową pościel. Wchodzę wreszcie do pokoju. Czarna, skąpa bielizna, czarne wysokie szpileczki, mocny makijaż, czerwona szminka na ustach. W ręku trzymam trzy jedwabne szale. Wchodzę na łóżko, oplatam szalem Twoje nogi w kostkach i przywiązuję je do metalowej poręczy łóżka. Kocimi ruchami kieruję się ku górze. Mój gorący język pozostawia wilgotne ślady na Twym ciele. Zatrzymuję się na chwilkę przy Twoim penisie. Muskam go delikatnie ustami, sunę językiem po całej jego długości. Mruczysz zadowolony, myślisz, że będę go dalej pieścić. Nie tym razem, dzisiaj mam dla Ciebie coś specjalnego. Ocierając twarzą o Twój brzuch zbliżam się do sutków, biorę w usta raz jednego, raz drugiego i zaciskam na nim zęby. Wiem, że Ci się to podoba. Docieram wreszcie do Twojej twarzy, patrzę na Ciebie głodnym wzrokiem, Twoje oczy są pełne ognia, pełne pożądania. Wpijam wargi w Twe wargi, wpycham język w Twe usta, który zwinnie w nich szaleje. Po chwili gwałtownie przerywam pocałunek. Chwytam Twoje ręce, układam je nad głową. Jedwabnym szalem muskam twarz, a potem związuje nim ręce w nadgarstkach i przywiązuje do ramy łóżka. Teraz jesteś całkowicie mój. Kładę się na Tobie, ocieram swym ciałem Twoje ciało. Ręką sięgam pod łóżko i wyciągam skórzany, czarny pejcz. Patrzysz na mnie lekko wystraszony, nie tego się spodziewałeś. Staje nad Tobą, pejcz swym dotykiem otula Twe ciało, sunie po gładkiej skórze, drażni każdy nerw. Ta gra coraz bardziej Ci się podoba. Twoja męskość jest już sztywna i twarda. Wykonuję kilka mocniejszych uderzeń pejczem. Widzę grymas na Twej twarzy. Siadam na Tobie, moje biodra tańczą i wiją się drażniąc penisa. Szarpiesz się, szamotasz, chcesz mnie dotknąć, ale nie potrafisz. Na Twojej skórze widnieją rozmazane ślady mojej szminki, oraz czerwone ślady od uderzeń pejcza. Oblizuję zmysłowo usta, przygryzam zębami wargę. Prawa dłonią kilka razy przejeżdżam po swoich majteczkach, zanurzam jednego palca w gorącym wnętrzu cipki. Mmmm … jaka ona mokra. Lśniącego, mokrego palca przystawiam Ci do ust, zachłannie zlizujesz z niego moje soczki. Tak Kochany, tak właśnie smakuję. Odpinam biustonosz, zsuwam go z ciała. Nagie piersi lekko się kołyszą. Twarde sutki dumnie sterczą. Jestem taka podniecona. Dotykam Twojej twarzy pejczem, próbujesz ustami go złapać, ale na próżno. Bawię się Tobą, droczę się, drażnię Twe zmysły, Twe ciało. Nachylam się nad Tobą, znowu dziko Cię całuję. Biorę do ręki świecę. Widzę Twoje przerażenie, więc ostatnim szalem zawiązuję Ci oczy. Bronisz się, kręcisz głową, lecz i tak udaje mi się je zasłonić. Moje biodra nadal tańczą, pośladki ocierają się o penisa, lewą dłonią drapię paznokciami Twój tors, pozostawiając czerwone ślady. W prawej dłoni trzymam zapaloną świecę. Delikatnie, bardzo powoli przechylam ją. Gorący wosk kapie na Twój brzuch. Syczysz z bólu, ale nie prosisz bym przestała. Każda kropla wosku, to kolejny pokonany stopień na szczyt. Odkładam na chwilkę świece. Unoszę tyłeczek w górę, przesuwam majteczki w bok i z impetem nadziewam się na penisa. Ujeżdżam Cię dziko, ostro. Moje ruchy są mocne i głębokie. Świeca znowu jest w moim posiadaniu. Wylewam kolejne krople wosku, tym razem na Twój tors. Czujesz ból i potężne podniecenie. Próbujesz swymi biodrami nadać nam rytm. Dyszysz i jęczysz. Odkładam świece. Wosk na Twoim ciele już zastygł, próbuję go odkleić ustami. Gryzę Twoje ciało, drapię paznokciami. Cały drżysz, krew pulsuje w Twych skroniach. Moje ruchy przechodzą w galop, coraz szybciej i szybciej. Obydwoje krzyczymy. Odchylam się w tył, zapieram się rękoma o Twoje uda. Jeszcze tylko chwilka dzieli nas od potężnej siły orgazmu. Kurczowo trzymam się Twoich nóg, wbijam paznokcie w skórę, krzyczę przeciągle. Moje ciało wije się w spazmach rozkoszy, moje nabrzmiałe wnętrze pulsuje. Po chwili czuję rozchodzące się wewnątrz mnie ciepło, ciepło Twojej spermy. Opadam bezwładnie na Ciebie. Jeszcze cichutko pojękuję. Resztkami sił, ściągam szal z Twoich oczu. Patrzę na Ciebie, moje oczy są zamglone. Odwiązuję Ci ręce, wreszcie możesz mnie dotknąć. Zachłannie suniesz dłońmi po moim rozgrzanym ciele. Nasze usta spotykają się w namiętnym, spokojnym pocałunku. Czuję jak po moich udach spływa nasza wspólna rozkosz. Oddech jest jeszcze szybki, ciało nadal rozgrzane.
Dwoje nienasyconych kochanków we wspólnej ekstazie ... tak Kochany, to właśnie my.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ostatnio napisane

Spontan

    Na raz, dwa trzy postanowiliśmy opuścić wygodną kanapę i pojechać do sklepu. Świat spowiła już ciemność. Zaparkowaliśmy na opustoszał...