poniedziałek, 18 grudnia 2017

Dotyk zimnego metalu

27 listopada 2008 r
   Balustrada schodów była zimna. Wtuliłam twarz w jej metalowe rurki. Przytuliłam się do nich jak do swego kochanka. Przymknęłam oczy, dłonie zwinnie ślizgały się po gładkiej powierzchni balustrady. Językiem wodziłam jej twardą, metaliczną strukturę. Poczułam dziwne podniecenie. Moje biodra zaczęły wić się w dzikim, erotycznym tańcu. Kołysały się na boki, ocierały się o balustradę. Moje ciche jęki roznosiły się echem po korytarzu. Było to miejsce ogólnie dostępne dla każdego. Może dlatego tak bardzo mnie to podniecało. W każdej chwili mógł ktoś przejść obok mnie, zobaczyć moje wygłodniałe ciało. W pewnej chwili usłyszałam szelest dobiegający z jednej z wnęk korytarza.Stałeś tam i lekko dłonią pocierałeś swojego penisa uwięzionego w spodniach. Czułam na sobie Twój wzrok. Wiedziałam, że mi się przyglądasz, że mnie obserwujesz. To dla Ciebie tańczyłam, Ciebie kusiłam, Ciebie wabiłam. W pewnej chwili poczułam Twoje dłonie na mych biodrach. Stałeś za mną i z bliska podziwiałeś mój taniec. Chwyciłeś moje ręce i oparłeś je o balustradę, palce kurczowo zacisnęłam na metalowych rurkach. Twój oddech był gorący, parzył moje ciało, przeszywał mnie na wylot. Powolutku, delikatnie zaczęliśmy wspólnie tańczyć. Całowałeś moją szyję, drażniłeś jej skórę swym wilgotnym językiem. Zsunąłeś ramiączko bluzki, całowałeś mnie namiętnie, bez opamiętania. Wyczuwając wybrzuszenie w Twych spodniach, zaczęłam jeszcze bardziej Cię kusić. Moje biodra mocniej wtuliły się w Ciebie, intensywniej się ocierały zataczając kręgi wokół rozporka. Twoje delikatne dłonie wsunęły się pod moją bluzkę. Wodziłeś opuszkami palców po aksamitnej skórze brzucha, drażniłeś sutki przez koronkowy materiał stanika. Chwilkę później moja bluzeczka leżała już na podłodze. Rozpiąłeś stanik i delikatnie zsunąłeś go z piersi. Ująłeś jędrne półkule w dłonie i zacząłeś masować. Twój zniewalający dotyk wywoływał systematyczne dreszcze mego ciała. Gwałtownym ruchem pchnąłeś mnie bliżej balustrady, mocnej wtuliłeś się we mnie. Nasze ciała wspólnie tańczyły, lecz teraz był to już dziki, nieokiełznany taniec głodnych kochanków. Podciągnąłeś moją spódnicę w górę. Przejechałeś dłonią po majteczkach. Wyczułeś, że są one wilgotne, wyczułeś nabrzmiałą łechtaczkę. Zacząłeś ją pieścić przez materiał. Drażniłeś ją palcem, ocierając jednocześnie koronkowym materiałem każdy jej nerw. Czułam nieziemską rozkosz, chwyciłeś mocniej moją bieliznę i pociągnąłeś w górę. W rezultacie majteczki wbiły się mocno w cipkę, odsłaniając jej nagie płatki. Jęczałam coraz głośniej. Po chwili wsunąłeś dłoń w majteczki. Pieściłeś mnie zachłannie. Moje sutki systematycznie ocierały się o zimny metal, wywołując co chwilkę gęsią skórkę na ciele. Traciłam świadomość, oczy miałam za mgłą. Kucnąłeś, zdejmując moje majteczki, całowałeś uda i pośladki, delikatnie je gryzłeś, lizałeś językiem. Oparłam nogę o jeden ze stopni schodów. Miałeś lepszy dostęp do mojej kobiecości. Poczułam Twój język na mojej drugiej dziurce, krzyknęłam z rozkoszy. Drażniłeś ją, a ona systematycznie się zaciskała, później przeniosłeś się dalej. Spijałeś moje soczki, ssałeś do bólu łechtaczkę, wbijałeś swój gorący język w cipkę, Robiłeś to w szalonym tempie. Moje biodra systematycznie tańczyły w przód i w tył. Wyłam z rozkoszy. Spazmy i dreszcze przechodziły przez moje ciało. Krzyknęłam przeciągle dochodząc na szczyt. Wstałeś i w pośpiechu rozpiąłeś spodnie, Twój penis dumnie sterczał. Chwilkę drażniłeś jego główką moją cipkę, a później wziąłeś mnie od tyłu, wślizgnąłeś się w moje mokre, pulsujące wnętrze. Lewą dłonią dociskałeś moje dłonie do balustrady, a prawą dłonią drażniłeś sutki, czasami dobierałeś się do łechtaczki drażniąc ją i dając mi dodatkową rozkosz. Zawładnęła nami dzika żądza. Wchodziłeś we mnie mocno i głęboko, każdy Twój ruch wywoływał we mnie skurcze i dreszcze. Posuwałeś mnie tak jak lubię. Zachłannie, na granicy słodkiego bólu. Wgryzałeś się w mój kark, ssałeś moje usta, swym językiem ocierałeś mój język. Nasze westchnięcia, jęki i krzyki stały się odważne i głośne. Twoje jądra systematycznie obijały się o moje pośladki, nadawałeś nam rytm, szalony, dziki rytm. Wspólnie doszliśmy na szczyt, zalałeś mnie ciepłą falą swego nektaru. Szybko ze mnie wyszedłeś, a ja obróciłam się w Twoją stronę, kucnęłam przed Tobą i włożyłam do ust Twego penisa. Wyssałam z niego resztkę spermy, zlizałam z niego wszystko do ostatniej kropelki. Popatrzyłam na Ciebie z zadowoleniem. Oblizałam usta i wstałam. Ubrałam się, pocałowałam Cię namiętnie po raz ostatni i zniknęłam w ciemnościach nocy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ostatnio napisane

Spontan

    Na raz, dwa trzy postanowiliśmy opuścić wygodną kanapę i pojechać do sklepu. Świat spowiła już ciemność. Zaparkowaliśmy na opustoszał...