środa, 20 grudnia 2017

Komendy: zostaw, przestań, nie rób

1 marca 2017 r
   Jestem splątana siecią fantazji. Ten świat do reszty mnie pochłonął. Moje imię nie ma znaczenie, jest nieistotne.  Już nie. Imion przecież mogę mieć wiele. Wszystko wokół mnie jest zmienne. Każdego dnia mogę być kimś innym: słodką idiotką, wyrafinowaną suką. Raz uległą, innym razem dominującą. Wszystko to zależy od moich zachcianek, mojego humoru, moich potrzeb. Wszystko zależy od chwili w jakiej się znajduję. Wszystko zależy ode mnie. Ale jedno jest stałe, niezmienne  … potrafię sprawić, że to co dzieje się w świecie fantazji, ma wpływ na rzeczywistość. Jestem tą, która spełnia fantazje facetów. Samców, którzy są tak samo nienasyceni jak ja.
 Komendy: zostaw, przestań, nie rób.
   Uwielbiam wykorzystywać każdą okazję, żeby się do Ciebie zbliżyć. Dotknąć, pocałować. Dopóki nie wypowiesz słów komendy, będę nadal to robić,  będę wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję. Tym bardziej, że ryzyko jeszcze bardziej mnie podnieca. Świadomość tego, że to co robimy jest zakazane, owiane tajemnicą, nadaje naszym spotkaniom większej pikanterii. Adrenalina rośnie, pojawia się dodatkowy dreszczyk emocji, że ktoś usłyszy, że ktoś zobaczy.
   Zniewala mnie miękkość Twoich ust. Zatracam się w naszych pocałunkach. I w tych namiętnych, i w tych dzikich, szybkich. Lubię Cię kusić, podniecać. Podejść, zachłannie całować, sunąć dłonią po wybrzuszeniu w spodniach. Poczuć jak Twój kutas rośnie, twardnieje. Uwielbiam się z Tobą droczyć. Nakręcić, a potem odejść. Zostawić Cię samego, podnieconego, ze sterczącą pałą. Po chwili ponownie podejść, rozpiąć rozporek spodni, wyjąć penisa i władczo go chwycić. Na tę krótką chwilę jesteś mój, a Twój kutas należy do mnie. Mogę robić z nim co tylko zapragnę. Opuszkami palców masować go po całej długości. Raz lekko, jakby od niechcenia. A raz mocniej ściskając. Uklęknąć, lewą dłoń oprzeć o Twój pośladek. Prawą dłonią nadal pieścić penisa. Wystawić język. Drażnić nim czubek kutasa. Lizać … STOP, chyba się zagalopowałam. O obciąganiu wspomnę za chwilkę.
   Za oknem pada deszcz, dochodzi godzina  19.00. Wymykam się z domu. Wsiadam do auta i czym prędzej jadę w nasze umówione miejsce. Zawsze boję się pierwszych minut naszych spotkań.  Tej niezręcznej ciszy, która czasami wkrada się między nasze słowa. Tego, że nie będziemy mieli o czym rozmawiać, że zabraknie nam tematów. I oczywiście jak zawsze przesadzam, za każdym razem jest wszystko dobrze. Ale wracając do tematu … parkuję samochód na parkingu przed hotelem. Jeszcze Ciebie nie ma. Siedzę jak na szpilkach. Szyby zaczynają parować, strużki deszczu spływają po oknach kreśląc dziwne esy floresy. Jedziesz, widzę Cię, poznaję. Parkujesz przy mnie. W tym samym czasie wychodzimy z aut. Buzi na przywitanie, a potem szybkim krokiem udajemy się do hotelu. Serce szybciej bije. Cała drżę, z podniecenia i podekscytowania. Omijając dużą kałużę, potykam się. Buty na niebotycznym  obcasie chwieją się. Tracę równowagę. W ostatniej chwili łapiesz mnie za ramię, żebym się nie przewróciła. Przepraszająco wzruszam ramionami, powstrzymując śmiech. Już sobie wyobrażam, jak ląduję w tej kałuży. A woda rozbryzguje się na boki. Patrzysz na mnie, jakbyś chciał coś wyczytać w moich oczach. Wpijasz się ustami w moje usta, dziko i zachłannie  całując. To nic, że pada deszcz i jesteśmy coraz bardziej mokrzy. A moją fryzurę już diabli wzięli. To nic, najważniejsze, że jesteś teraz ze mną, na chwilę mój. Przerywam pocałunek i kiwnięciem głowy wskazuję wejście do hotelu. Kiwasz potakująco, chwytasz mnie za rękę, pewnie po to, żeby zapobiec mojemu ewentualnemu upadkowi. Wspólnie pokonujemy ostanie metry. W hotelu cisza, żadnych gości. Rozglądasz się dookoła, utwierdzając  w przekonaniu, że faktycznie jest pusto, cicho i, że nikt nas nie zobaczy. Za każdym razem rozbraja mnie ta Twoja powaga, wywołując  we mnie atak śmiechu. Patrzysz karcąco w moją stronę. Jak na rozkaz przestaję się śmiać, starając  przyjąć poważną minę. Choć przyznam, że to trudne zadanie, jak dla mnie. Podchodzimy do recepcji, podajemy nazwisko i już po kilku sekundach dostajemy kartę do pokoju. Mimo, że pokój znajduje się na pierwszym piętrze, jedziemy windą. Przejażdżka nie trwa długo, ale zawsze można wcisnąć guzik STOP i pomiędzy piętrami zafundować sobie szybki numerek. Może kiedyś, ale nie dzisiaj.  Teraz chcę być jak najszybciej w pokoju. Czuje, że moja cipka jest już gotowa. Śliska i mokra, jak przystało na nienasyconą sukę. Wpadamy do pokoju. Lekko popycham Cię w stronę ściany. Opierasz się o nią. Podchodzę, całuję, a moja dłoń automatycznie zsuwa się niżej. Jesteś już podniecony, tak jak i  ja. Nasze języki przepychają się. Ssiesz na przemian moje wargi, podgryzasz je. Odwzajemniam tym samym. Cichutko pojękuję. Wsuwasz dłoń pod spódniczkę, podnosisz ją wyżej. Palcami miętosisz moje pośladki. Poklepujesz je. Ja w tym czasie próbuję odpiąć zamek spodni. Kurrr … nie da się. Zamek się zaciął. Patrzę na Ciebie rozczarowana. Z coraz większą chcicą, przebieram nogami, jestem na granicy orgazmu. Chce się z Tobą pieprzyć, chce Ci obciągnąć. A tu dupa. Zdezorientowany patrzysz na mnie. Bierzesz sprawy w swoje ręce, próbując uporać się z zamkiem. Raz ja, raz Ty. Ciągniemy, naciągamy, siłujemy się, a zamek jak był zapięty, tak nadal jest zapięty i ani mu się śni ruszyć w dół. Widzę, że tracisz cierpliwość. Odpychasz moje dłonie, chwytasz mocno i trrrrach …  zamek się rozrywa, a o ponownym jego zapięciu nie będzie już mowy. Szybko zsuwam spodnie w dół, wraz z bielizną. Kutas wyskakuje w pełni gotowy. Twardy, stojący, lekko kiwający się na boki. Na sam jego widok, oblizuję usta i czym prędzej zniżam się do jego poziomu. Klęczę przed Tobą, jedna dłoń oparta o Twoje pośladki, druga  trzyma penisa. Masuję go, pieszczę, sunąc dłonią w dół i w górę, i ponownie w dół. Wysuwam język, drażnię nim czubek kutasa. Liże go po całej długości. Zatrzymuję się przy jądrach. Liże je i na zmianę wsuwam w usta i zasysam. Wiem, że to lubisz. Mruczysz zadowolony. Ponownie wracam do pieszczenia penisa. Wsuwam jego czubek do ust i zasysam. Raz za razem. Dłonią masuję jądra. Pakuję całego kutasa w usta, mocno obejmuję go wargami i zaczynam Ci obciągać. Twoja pała wsuwa się w gardło. Dosadnie obciągam Ci kutasa, mocno go ssąc. Co jakiś czas spoglądam na Ciebie. Przyglądasz mi się z uwagą. Z zainteresowaniem patrzysz jak penis rytmicznie znika w moich ustach. Wyjmuję go, oklepuję nim swoją twarz pozostawiając na niej mokre ślady śliny. Spluwam na niego i patrząc na Ciebie uległym wzrokiem, wszystko dokładnie z niego zlizuję. I znowu wsuwam kutasa do ust i obciągam. Sunę po nim wargami, mocno pieprzę. Ubóstwiam Ci ssać. Puszczam z objęć Twoje pośladki. Moja dłoń ląduje na cipce. Przesuwam majtki w bok i wsuwam dwa palce w mokre wnętrze. Pieprze sobie cipkę, a Tobie kutasa. Mam potop między nogami. Jestem cała mokra, śliska i nabrzmiała. Powoli zaczynam dochodzić. Zauważasz to, chwytasz mnie za ramiona i pomagasz mi wstać. Kutas wysuwa się z ust. Nie pozwalasz mi dojść. Całujesz mnie, szybko rozbierasz, wręcz zrywasz ze mnie ubranie. Stoję naga przed Tobą. Popychasz mnie w stronę łóżka. Każesz mi wejść na nie, przybrać pozycję na pieska i mocno wypinając tyłek w Twoją stronę. Posłusznie wykonuję Twoje polecenie. Wchodzę na łóżko, jestem w pozycji na czworaka. Dłonie oparte o kołdrę, głowa oparta o poduszkę, tyłek wyżej, mocno wypięty w Twoją stronę. Słyszę, że pozbywasz się ubrania. Jestem już zniecierpliwiona. Muszę Cię poczuć w sobie. Muszę dojść. Podchodzisz, przyglądasz się lśniącej cipce, z której wciąż sączy się podniecenie. Kołyszę biodrami, zapraszając Cię do siebie. Głośno jęczę czując język na cipce. Dmuchasz na nią. Ciepłe powietrze otula wargi. Gęsia skórka pojawia się na ciele. Zachłannie zlizujesz podniecenie. Suniesz językiem od łechtaczki, aż po tyłek. Czubkiem języka drażnisz wejście jednej i drugiej dziurki. Kolistym ruchem języka pieścisz łechtaczkę, po czym wsuwasz ją do ust i zasysasz. Tego już jest za wiele. Dłońmi kurczowo ściskam pościel. Jęczę w niebo głosy. Świat wiruje wokół mnie. Przed oczami pojawiają się gwiazdki. Mam wrażenie, że moje ciało zaraz eksploduje. Orgazm  przeszywa ciało. Wsuwasz dwa palce w cipkę, dokładając kolejną porcję doznań. Cipka zaciska się na palcach w intensywnych, nieregularnych skurczach. Z ust wypływa potok westchnień, jęków, aż wreszcie krzyków. Tracę oddech, odpływam, unoszę się. Wiję biodrami na boki. Chce maksymalnie wydłużyć chwile uniesienia. Po chwili uścisk moich dłoni puszcza. Nie mam siły, opadam na łóżko. Ale nie, nie tak prędko. To dopiero początek ostrej jazdy. Przytrzymujesz mnie mocno za biodra, wciskając po dwa palce w pośladki. Nabijasz na kutasa nabrzmiałą cipkę. Wsuwasz się głęboko, do końca, po samą nasadę. Twoje biodra zaczynają pracować jak tłoki. Mocne pchnięcia, raz za razem. Mocno, intensywnie, dosadnie. Rozpychasz mokre wnętrze grubym, twardym jak skała penisem. Dostaję klapsa w tyłek. Każdy odgłos plasku na pośladku, przybliża mnie do następnego orgazmu. Dociskasz kutasa do cipki. Pieprzysz ją, odczuwam ból. To jest to, słodki ból rozkoszy. Ubóstwiam ten stan. Żeby było ciekawiej, wsuwasz w mój tyłek jeden palce, potem drugi. Rżniesz obie dziurki. Nie potrafię powstrzymać orgazmu. Szybko dopada mnie kolejna fala rozkoszy. Pieprzysz na zmianę raz cipkę, a raz tyłek. Albo w tym samym czasie wsuwasz rytmicznie kutasa w cipkę, a palce w tyłek. Pakujesz, wbijasz, wsadzasz, wsuwasz. Pieprzysz, posuwasz, rżniesz. Coraz mocniej, coraz szybciej. Kolejny mocny, siarczysty klaps robi swoje. Wybucham, krzyczę spowita niewyobrażalną rozkoszą. Głośne jęki roznoszą się po pokoju. Z czasem zamieniają się w krzyk.  Cała drżę, ciało pokryło się kropelkami potu. Krew pulsuje w żyłach, nie potrafię nabrać powietrza. Kręci mi się w głowie. Cipka intensywnie zaciska się na penisie. Tyłek  zaciska się na palcach. Mam wrażenie, że siła orgazmu zaraz rozerwie mnie na strzępy. Do oczu napływają łzy. Jest mi kurewnie dobrze. Niech ta chwila trwa. Jestem w takim amoku, że nawet nie kojarzę momentu kiedy wpakowałeś mi w tyłek kutasa. Rozpychasz  na maxa moją ciasną dupcie. Wsuwasz się od razu po nasadę. Lekko się unoszę, chcę Cię pocałować.  Twoje palce oplatają moją szyję. Rżniesz tyłek , lekko mnie podduszając. Tak jak lubię, tak jak Ty lubisz. Bez mojego sprzeciwu, że boli, że za mocno. Nie, nie … ja to uwielbiam. Ze mną możesz spełniać swoje fantazje, nawet te najskrytsze. Przy mnie  możesz pokazać swoją ciemną stronę. Wsuwam dłoń pomiędzy uda, czuję wilgoć. Jest masakrycznie mokro i ślisko. Palce wyczuwają nabrzmiałą, pulsującą łechtaczkę. Zaczynam ją pocierać, szybko, w ruch Twych pchnięć. Cholera, znowu orgazm. Już nie mam siły, tracę świadomość. Wszystko dzieję się jakby w zwolnionym tempie. Ostatnie mocne pchnięcie. Obficie spuszczasz się w tyłek. Zalewasz go do pełna ciepłą spermą. Pieprzysz go dalej, aż sperma powolutku zaczyna spływać po cipce i jej mokrych wargach. Wyjmujesz penisa, podchodzisz i podajesz mi go do ust. Patrzę na Ciebie mętnym wzrokiem. Nie bardzo już wiem, co dokładnie się dzieje. Zlizuję z niego resztki spermy. Otwieram usta, wsuwam go, ale nie głęboko. Próbuję ssać, lecz brak mi sił. Wsuwasz dłoń w moje włosy i mocnym ruchem dociskasz mi głowę do kutasa, tym samym pakując go całego w usta. Wargi mocno się na nim zaciskają. Nabijasz usta na swoją pałę. Rzniesz je intensywnie, dosadnie. Ślina zaczyna ściekać mi po brodzie. Kapie na cycki. Patrzę na Ciebie. Zdaję sobie sprawę, że mój makijaż się już lekko rozmył.  Lubisz obserwować jak Ci obciągam i zasysam kutasa. Lubisz widok swojej pały  znikającej w moich ustach. Uwielbiasz kiedy jestem wyuzdana i perwersyjna.
    Koniec … oboje padamy na łóżko. Leżysz na plecach, a  ja wtulam się w Ciebie. Jest cicho, słychać tylko szybkie bicie naszych serc. Głaszczesz mnie po głowie. Całujesz delikatnie, namiętnie, z czułością. Chwytasz pomiędzy palce mojego twardego sutka. Wiesz, że jestem maksymalnie nakręcona. Doskonale wiesz, że jak będziesz go tarmosił, ściskał, podszczypywał, naciągał, to zaraz dojdę. Lubisz moje sutkowe orgazmy. Dlatego też nie przerywasz , dalej go pieścisz, coraz mocnej, coraz szybciej, coraz intensywniej. Pojękuję, a potem echem po pokoju roznosi się kolejny głośny jęk, kolejny krzyk  czystej rozkoszy, kolejny orgazm tego wieczoru. Tym razem już ostatni.  Nakrywasz nas kołdrą. Leżymy wtuleni, chłoniemy wzajemną bliskość. Niestety trzeba wracać do rzeczywistości. Zostało nam mało czasu. Wstajesz i wychodzisz do łazienki. A ja patrzę na Ciebie, chcąc nacieszyć się Twoim widokiem. Zapamiętać każdy szczegół dotyczący Ciebie.
   Nie wiem kiedy  się znowu spotkamy. Dzisiaj nie wypowiedziałeś słów komendy, tym samym pozwalając na kolejny mój ruch, dotyk, pocałunek, spotkanie. Nadal dajesz mi nadzieję, że to jeszcze nie koniec naszej znajomości. Nie dzisiaj, nie teraz ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ostatnio napisane

Spontan

    Na raz, dwa trzy postanowiliśmy opuścić wygodną kanapę i pojechać do sklepu. Świat spowiła już ciemność. Zaparkowaliśmy na opustoszał...