poniedziałek, 18 grudnia 2017

Dziki taniec rozkoszy ... czyli ciąg dalszy przygody w saloonie

14 sierpnia 2008 r
  Lada przeszkadza nam coraz bardziej. Przechodzisz przez nią na moją stronę. Opieram się pośladkami o blat, muszę stanąć na palcach, żeby nie przerwać pocałunku. Przysuwasz się jak najbliżej mnie, swoim udem bezpardonowo wślizgujesz się między moje nogi. Osuwam się teraz z niego w dół, by następnie wspiąć się na górę, ocierając się całym swym wewnętrznym i intymnym ciepłem o Ciebie. Tak bardzo pochłonęły mnie nasze wilgotne pocałunki i Twoje udo, że nie wiem kiedy zacząłeś odpinać mój pasek i guziki od spodni. Kciukiem suniesz po moim brzuchu, wzdłuż linii spodni. Chwytam je i staram się je z siebie zsunąć, co nie jest łatwe. Przede mną stoisz Ty, za mną lada, nie mam za wiele miejsca. Dlatego to Ty się nimi zajmiesz. Zdecydowanym ruchem, obiema dłońmi pozbawiasz mnie spodni, są teraz tuż przy moich kostkach. Chwila i oswabadzam się z nich, zostając jednak w swoich butach. Chwytasz mnie za nagie uda i w jednej chwili sadzasz na ladzie. Czuję na swych pośladkach zimną powierzchnię, jakże inną od mego wewnętrznego gorąca, do którego właśnie docierasz. Rozsuwasz moje nogi, przysuwam mnie na skraj blatu i składasz pierwsze pocałunki na mych nogach. Dłońmi pieścisz gładkie łydki, w uda łaskoczą mnie Twe włosy. Czuje już Twój oddech na cieniutkim skrawku materiału, który chroni mój najintymniejszy skarb. Twój język prześlizguje się w tamtych okolicach, wczepiasz się ustami w miejsca tuż obok pachwin. Chwytam Cię nagle dłonią za włosy, drugą dłonią odsuwam na bok bieliznę, odsłaniając rozkoszną łechtaczkę i każe Ci się nią w końcu zająć. Nie puszczam Cię, wręcz przeciwnie, z każdym dotknięciem Twego języka przyciskam Cię mocniej do siebie. Swymi palcami rozsuwam wargi, każe pieścić je językiem, a potem ssać łechtaczkę. Podoba Ci się moje zdecydowanie, nie podejrzewałeś mnie o takie pożądanie. Ssiesz mnie z wielką przyjemnością, czujesz spływające po brodzie soki, których jest coraz więcej i więcej... Dokładnie ślizgasz się językiem między wargami. Czuje jak koniuszkiem języka zahaczasz o łechtaczkę, za chwilę znów suniesz nim dokładnie wokół niej i dopiero moje szarpnięcie Twoją głową zmusza Cię do bezpośrednich pieszczot. Wypinam biodra do przodu, bo właśnie przyssałeś się swoimi ustami do niej. Gotów jesteś doprowadzić mnie w ten sposób do rozkoszy, ale ja wolę zatrzymać się na krawędzi i nie pozwalam Ci iść dalej. Odpycham Cię od siebie, zsuwam się zgrabnie z lady, drżą mi dłonie, wzrok rozbiegany, ale głos zdecydowany:
- Zamiana miejsc.
Nie protestujesz. Moje palce zajmują się już Twoim rozporkiem. Zsuwam spodnie i bieliznę. Klękam przed Tobą. Biorę pustą do połowy butelkę burbona, przystawiam ją do Twego podbrzusza i powolutku wylewam jej zawartość. Strużki trunku spływają po udach, Twojej męskości, jądrach. Nachylam się, otwieram usta i próbuję złapać spadające krople. Całuję twe uda, zlizując z nich procentowy napój. Językiem liżę jądra, muskam je ustami, aż wreszcie ssę. Przygryzam je, pieszczę, a Ty mruczysz pod nosem z zadowolenia. Słyszę Twój przyspieszony oddech. Chwytam Twego penisa w dłoń i jeżdżę nim po swojej twarzy. Jego główką przejeżdżam po wilgotnych ustach. Jesteś już niecierpliwy. Chciałbyś już poczuć ciepło moich ust. Językiem wodzę wokół główki. Delikatnie gryzę. Zsuwam napletek i liżę Twego penisa na całej jego długości, w tym czasie dłonią masuję jądra. Nie możesz już wytrzymać. Chwytasz mnie za głowę i nadziewasz moje usta na Twą męskość. Twoje ruchy są automatyczne i zdecydowane. Moje wargi mocno go obejmują. Penis dumnie wchodzi coraz głębiej. Czuję jak główką obija się o tylną część gardła. Wpadam w trans, moje ruchy stają się dzikie, nieokiełznane. Ślina ścieka mi po brodzie. Chwytam Cię za pośladki, czuję jak się napinają. Rękoma dociskasz moją głowę. Twoje biodra rytmicznie kołyszą się w przód i w tył. Zaraz będziesz szczytował, zaraz zalejesz me usta spermą. Lecz Ty w pewnym momencie mnie odsuwasz od siebie, chwytasz mnie za ramiona i pomagasz wstać. Ustawiasz mnie przy blacie, tyłem do siebie. Prosisz bym stanęła w rozkroku i wypięła tyłeczek w Twoją stronę. Posłusznie wykonuję Twe polecenie. Z impetem wchodzisz we mnie. Wdzierasz się w moje rozgrzanie ciało, w mokrą cipkę. Tak, tego właśnie chciałam, poczuć Cię w sobie. Ocieramy się o siebie, nasze biodra tańczą w dzikim tańcu rozkoszy. Pieścisz moje piersi przez materiał bluzki, chwilę później w dłoniach trzymasz już je nagie, szczypiesz sutki. Jęczę jak oszalała. Kurczowo trzymam się brzegu blatu. Twoje ruchy są coraz mocniejsze, szybsze. Czuję jak Twe jądra obijają się o moje pośladki. Całujesz szyję, wgryzasz się w nią. Nie jestem w stanie dłużej powstrzymać orgazmu. Wydaję z siebie przeciągły jęk i zastygam w bezruchy, Ty w tym czasie chwytasz mnie za włosy i bardzo mocnym ruchem wbijasz się w mnie i zalewasz moje wnętrze swym nektarem. Chwilę stoimy w takiej pozycji, dyszymy. Jest nam tak błogo. Później opadamy na podłogę. Odpoczynek, relaks, ubieramy się. Siadamy z powrotem na podłodze, przytuleni do siebie popijamy z butelki kolejny mocny trunek. Mocno pijani, zasypiamy w swych objęciach, tracąc świadomość istnienia.
Wraz z nadejściem świtu, nadeszła również olbrzymia fala spowodowana przerwaniem się tamy. Woda niszczyła wszystko na swojej drodze, chłonęła całe miasteczko, jak również i saloon. Zabrała ze sobą wiele ludzkich istnień, w tym nasze też.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ostatnio napisane

Spontan

    Na raz, dwa trzy postanowiliśmy opuścić wygodną kanapę i pojechać do sklepu. Świat spowiła już ciemność. Zaparkowaliśmy na opustoszał...