Choć dopiero jesień się zaczęła, pogoda była fatalna. Deszcz ze śniegiem przeplatany małymi kuleczkami gradu dobijał się do okien. Przenikliwe zimno wdzierało się do domu, było szaro i ponuro. Słychać było świst wiatru. Zapadł wieczór. Siedzieliśmy objęci pod kocem i wspólnie oglądaliśmy film. W pewnej chwili zacząłeś mnie rozbierać, całując każdy kawałek ciała. Zsunąłeś ramiączko stanika. Uwolniłeś z niego piersi. Ująłeś je w dłonie i zacząłeś z uwielbieniem pieścić. Delikatnie i wolno, delektując się ich widokiem i smakiem. Ustami objąłeś sutka, delikatnie ssałeś, czasami drażniąc językiem. Skrępowałeś me ciało swymi pocałunkami. Byłam bezsilna i drżąca. Moje usta przy Twoim uchu szeptem prosiły byś we mnie wszedł. Zdejmowałeś dreszcze z mej gorącej szyi. Twe wilgotne usta spijały z mych ust naszą miłość. Twój dotyk dłoni stawał się coraz śmielszy. Opuszkami palców zataczałeś kręgi na mym ciele. Nasze oddechy były szybkie i przerywane. Nerwowym ruchem odpięłam Twoje spodnie i wydobyłam z nich twardego penisa. Ujęłam go w dłoń i zaczęłam pieścić, zsuwając rytmicznie napletek. Z pasją wykonywałam posuwiste ruchy. Z uwielbieniem pieściłam Twoją męskość. Ty w tym czasie drażniłeś językiem moje sutki, a palcami pieściłeś mokrą ciupnie. Jęczałam coraz głośniej. Po chwili obróciłam się do Ciebie tyłem i wypięłam tyłeczek. Zwinnie wślizgnąłeś się w moje rozgrzane wnętrze. Zadrżałam pod falą ciepła. Oblizałam lubieżnie usta. Wyprostowałam się. Twarz przy twarzy. Moje oczy patrzyły półprzytomnie, rozpalone pieszczotą jak płomienie. Ich błysk zdradzał przyjemność, jaką mi dawałeś. Staliśmy się jednością. Wspólnie pokonywaliśmy drogę do spełnienia. Nasze usta zwarły się w szalonych pocałunkach, języki szalały i wzajemnie się przepychały, dłonie odkrywały tajemnice ciał. Ruchy naszych bioder stały się szybkie i dzikie. Wchodziłeś we mnie coraz głębiej, coraz szybciej. Byłeś dziki. Posuwałeś mnie mocno, na granicy bólu. Twój ciężki oddech wtapiał się w moje ciało. Jęczałam Ci do ucha, czasami wgryzałam się zębami w Twą szyje. Byliśmy w amoku, nie potrafiliśmy zapanować nad sobą. Ciemna noc spowiła nasze ciała. Westchnienia, jęki i krzyki, echem roznosiły się po pokoju. Targały nami spazmy i dreszcze rozkoszy. Ciała drżały, pulsowały. Nadeszło apogeum. Osiągnęliśmy wspólnie szczyt, po raz ostatni wbiłeś się we mnie, zalewając cipkę falą gęstej i ciepłej spermy. Twoje pchnięcia powolutku słabły, aż wreszcie pozostaliśmy w bezruchu. Nie mogliśmy nabrać powietrza, brakowało nam tchu, serca biły jak szalone, świat wirował. Minęło jeszcze kilka minut zanim wydobyliśmy z siebie jakieś słowo, zanim wykonaliśmy jakiś ruch.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz