wtorek, 19 grudnia 2017

Stan ukojenia

20 stycznia 2011 r
   Jesteś  artystą-malarzem więc zaproponowałeś abyśmy się spotkali u Ciebie, w Twojej pracowni. Chciałeś przy okazji naszego spotkania namalować mój portret, o którym już wielokrotnie mi wspominałeś. Nie mogłam doczekać się już tego dnia, w którym wreszcie po tylu miesiącach ujrzę Ciebie, kiedy wreszcie będę mogła Cię dotknąć, pocałować, przytulić. Owszem byłam trochę zdenerwowana naszym spotkaniem, ale Ty jesteś wspaniałym i troskliwym mężczyzną. Wiedziałam, że dobrze się mną zaopiekujesz.
   Było chłodne popołudnie, przyjechałam taksówką pod samą pracownię. Otworzyłeś mi drzwi i zaprosiłeś do środka. Spodziewałam się zapachu farb, terpentyny i oleju lnianego, ale zamiast tego poczułam cudowny, słodki zapach kwiatów. Cała pracownia była wypełniona pięknymi, pachnącymi bukietami kwiatów. Popatrzyłam na Ciebie pytająco.
- Chciałem zapewnić Ci poczucie intymności tego spotkania, ale i pewnego luksusu – powiedziałeś miękkim głosem.
Uśmiechnęłam się do Ciebie i wtuliłam się w Twe ramiona. Tak długo czekałam na tę chwilę. Zaskoczyłeś mnie, nie przypuszczałam, że aż tak przygotujesz się na nasze spotkanie. Na podłodze rozłożony był piękny perski dywan, na nim leżało wiele miękkich i przyjemnych poduszek i poduszeczek, obok stał śliczny parawan za, którym mogłam się przebrać. Na boku parawanu wisiał jedwabisty szlafroczek i czekał na mnie. Zapytałeś czy chcę skorzystać z prysznica. Kiwnęłam potwierdzająco głową. Weszłam za parawan, rozebrałam się, nałożyłam na siebie szlafroczek i udałam się w kierunku łazienki. Gdy otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się świat pełen płomieni, łazienkę wypełniały dziesiątki małych świeczek, w powietrzu unosił się zapach wosku. Weszłam pod prysznic, opłukałam swe ciało, a później nie wycierając się nałożyłam szlafroczek i wolnym krokiem powędrowałam w Twoją stronę. Siedziałeś cierpliwie i czekałeś na mnie. Ręką wskazałeś dywan. Patrząc prosto w Twoje oczy powolutku ściągnęłam szlafrok, który bezwładnie opadł na podłogę. Stałam przed Tobą naga, pełna kobiecych kształtów. Weszłam na dywan i położyłam się wśród miękkich poduszek i pięknych kwiatów. Krople wody delikatnie spływały po moim opalonym ciele, tworząc wiele dziwnych znaków. Leżałam wygodnie z lekko przymrużonymi oczami. Byłam Twoja i tylko Twoja. Patrzyłeś z wielkim zaciekawieniem na moje cudowne wdzięki kobiecej urody, patrzyłeś pełen pożądania na moją kobiecość tak bardzo erotyczną, przecież. Podszedłeś i podałeś mi kieliszek z Twoją nalewką z pigwy. Sączyłam delikatnie ów nektar, który wpływając do mojego żołądka pozostawiał przyjemne ciepło. Echem po pracowni roznosiła się melodia nastrojowej muzyki. Patrzyłam na Ciebie z wielką fascynacją, nie miałeś koszuli, widok Twojego nagiego torsu spowodował szybsze bicie mojego serca. Miałeś na sobie tylko spodnie, nic więcej. Usiadłeś i zacząłeś malować. Leżałam, czasami językiem oblizywałam lekko otwarte ustach. Zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie jak malujesz moją postać, jak Twoja dłoń mocno trzyma pędzel i zwinnie kreśli linie, jak mięśnie Twej ręki naprężają się. Wyobraziłam sobie jak Twe ciepłe, męskie dłonie dotykają mojego ciała. Nawet nie masz pojęcia co się wtedy ze mną działo. Poczułam przyjemne ciepło w podbrzuszu, czułam jak moja pięknie wydepilowana cipka staje się wilgotna. Oddech przyspieszał z sekundy na sekundę. Sutki twardniały i ochoczo stały. Tak bardzo byłam już podniecona, tak bardzo Cię pragnęłam. Tęskniłam za Twym dotykiem, za Twym pocałunkiem.
Obydwoje zdawaliśmy sobie sprawę, że tego dnia nie namalujesz całego mojego portretu. Było w nas zbyt wiele potrzeby bliskości. Było w nas zbyt wiele tęsknoty za sobą, zbyt wiele pożądania. Zrobiłeś najpierw szkic, chciałeś znaleźć to co jest we mnie najpiękniejszego. Ta chwila w której kreśliłeś moją osobę, wydawała się dla mnie wiecznością. Co chwilkę na mnie spoglądałeś, czułam Twój wzrok na moim ciele. W pewnej chwili nie wytrzymałam, wstałam i podeszłam. Stanęłam za Tobą, wtuliłam twarz w Twoją szyję, dłonią delikatnie przejechałam po Twym ramieniu, wyjęłam z Twojej dłoni pędzel i odłożyłam na bok. Pieściłam brzuch, całowałam szyję, plecy, wodziłam zachłannie językiem po Twym ciele. Obróciłeś się delikatnie w moją stronę, przyciągnąłeś mnie do siebie i posadziłeś mnie na swych kolanach. Objąłeś dłońmi moją twarz i zacząłeś mnie całować. Nasze pocałunki były subtelne i delikatne, pełne namiętności. Języki ocierały się wzajemnie i wiły w erotycznym tańcu. Opuszkami palców pieściłeś piersi. Zaczęłam cichutko jęczeć. Chwyciłeś mnie na ręce i zaniosłeś na dywan, delikatnie ułożyłeś mnie wśród poduszek, zdjąłeś spodnie, Twoja męskość była już gotowa, twarda i stojąca. Położyłeś się obok mnie. Nasze wzajemne delikatne pieszczoty szybko przerodziły się w szaleństwo naszych ciał, złączonych w tańcu miłości i pożądania. Pieszcząc się i całując turlaliśmy się po całej powierzchni dywanu, a później nadeszła ta upragniona chwila. Klęczałam, pośladki miałam oparte na stopach, Ty klęczałeś za mną. Kreśliłeś znaki wzdłuż linii mojego kręgosłupa, wywoływałeś we mnie dreszcze rozkoszy, wiłam się podniecona do granic, prężyłam się jak kocica. Chwyciłam Twoją dłoń i przyłożyłam do ust, językiem pieściłam Twoje palce, po czym dwa z nich włożyłam do ust i zaczęłam ssać. Muskałeś ustami płatki mych uszu, pieściłeś i masowałeś piersi, drażniłeś sutki, ciepłą dłonią zjeżdżałeś coraz niżej. Rozchyliłeś płatki mojej mokrej kobiecości i pocierałeś nabrzmiałą łechtaczkę, dwoma palcami wślizgnąłeś się w dziurkę. Moje biodra mimowolnie zaczęły wykonywać zmysłowe ruchy. Twój penis ocierał się o moje pośladki. Wbiłeś język w moje usta, nasze pocałunki stały się zachłanne i dzikie. Uniosłeś lekko w górę moje biodra i wszedłeś w rozgrzaną kobiecość. Jęknęłam przeciągle z rozkoszy. Wreszcie poczułam Cię w sobie. To było takie piękne uczucie. Kochaliśmy się z pasją. Obydwoma dłońmi mocno trzymałam Cię za pośladki, które przy każdym pchnięciu mocno się naprężały. W szaleństwie pożądania chwyciłeś moje dłonie w swoje dłonie, mocno przytuliłeś mnie do siebie. Byliśmy jednością, wspólnym ciałem. Biodra unosiły się i opadały, nadawałeś rytm naszym ciałom. Wbijałeś się we mnie coraz szybciej, coraz głębiej. Mięśnie drgały, ciała prężyły się. Kurczowo trzymałam Twoje dłonie, wbijając w nie paznokcie. Traciłam oddech, byłam w amoku namiętności. Moje jęki przerodziły się w krzyk, krzyk rozkoszy. Twój głęboki oddech przeszywał moje ciało na wylot. Zawładnęła nami dzikość. Osiągnęliśmy szczyt, krzycząc przy tym głośno. Mięśnie mojej cipki mocno zaciskały się na penisie. Rozkosz rozeszła się po ciele. Wypełniłeś mnie swym życiodajnym nektarem. Zmęczeni i zdyszani opadliśmy na dywan. Głaskałeś mnie po głowie i delikatnie całowałeś, ja pieściłam Twe ramiona i tors. Nasze ciała odpoczywały, zaspokojone i nasycone. Po tym pięknym zbliżeniu, postanowiłeś dokończyć to co zacząłeś, dalej malować mój portret. Musiałam pójść do łazienki i zrobić ze sobą porządek. Gdy przyszłam z powrotem, Ty już siedziałeś na swoim miejscu i trzymałeś w ręku pędzel. Poprawiłam poduszki na dywanie i położyłam się. Zacząłeś malować, lecz tylko pastelami, ponieważ to najszybszy sposób by w wielu ujęciach poszukać tego, który będzie potem tym do namalowania farbami. Zupełnie nie przeszkadzało Ci zmęczenie jakie wywołały nasze cudowne chwile rozkoszy. W powietrzu unosił się zapach miłości, zapach seksu. Gdy skończyłeś następny etap malowania, przyszedłeś się do mnie przytulić. Leżeliśmy długo, wtuleni w siebie. Powolutku, lecz dokładnie całowałeś każdy zakamarek mojego ciała, na dłuższą chwilkę zatrzymałeś się przy mojej kobiecości. Całowałeś ją i lizałeś, ssałeś i delikatnie przygryzałeś. Zataczałeś językiem kółka na łechtaczce, drażniłeś ją. Będąc w wielkiej rozkoszy kurczowo ściskałam w dłoni poduszkę, a potem dociskałam Twą głowę do mojej kobiecości, mierzwiąc włosy. Orgazm przyszedł szybko, jęczałam i wyłam będąc w wielkiej ekstazie. W rewanżu za tak wspaniałe pieszczoty obdarowałam Twoją męskość gorących pocałunków. Pieściłam penisa dłonią oraz wkładałam go do ust, by móc poczuć jego drżenie, jego pulsowanie, by móc mocno objąć go ustami i doprowadzić do rozkoszy. Byliśmy nienasyceni, gdy nasze ciała trochę odpoczęły, zaczęliśmy się ponownie kochać. Znowu byliśmy wspólnym ciałem i ciepłem, które nie ma żadnych barier by wzajemnie się uzupełniać. Delektowaliśmy się wspólną rozkoszą, wspólnym zbliżeniem, a gdy przyszła noc, położyliśmy się do łóżka i wtuleni, czując wzajemną bliskość i ciepło, zasnęliśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ostatnio napisane

Spontan

    Na raz, dwa trzy postanowiliśmy opuścić wygodną kanapę i pojechać do sklepu. Świat spowiła już ciemność. Zaparkowaliśmy na opustoszał...