środa, 20 grudnia 2017

Sałatka owocowa

7 czerwca 2017 r
   Dochodziła 20.00, ciemność spowiła świat. Miałam ochotę coś przekąsić, coś lekkiego. Może sałatka owocowa, pomyślałam, ale od razu przypomniałam sobie, że brakuje mojego ulubionego owocu jakim jest mango. Westchnęłam zrezygnowana. Lecz ochota na owocową sałatkę była na tyle wielka, że zdecydowałam się skoczyć do sklepu. Szybko się przebrałam, chwyciłam torebkę i wyszłam. Wsiadłam do auta i już za kilka chwil byłam w sklepie. Jak zdziczałe dziecko biegałam miedzy regałami, aż wreszcie w koszyku znalazło się wszystko czego potrzebowałam. Na szczęście o tej porze nie było kolejki przy kasie. Zapłaciłam , wsiadłam do auta i pojechałam do domu. Kilka samochodów jechało za mną. W pewniej chwili zadzwonił telefon.
- Halo ...
- Hej !
- No hej kochany, dawno Cię nie słyszałam, co słychać ?
- Słuchaj ... jedziesz sama ?
- No, a z kim miałabym jechać ? A zresztą skąd wiesz, że akurat jadę ?
- Wiem, bo jadę za Tobą.
Od razu zerknęłam w lusterko, ale przyznam, że i tak Cię nie rozpoznałam.
- Czy coś się stało ? bo jakiś taki dziwny masz głos .
- Wyprzedzę Cię, jedź za mną. Znam pewne miejsce, tam się zatrzymamy.
- Oookkkej ... ale czemu ? Co się dzieje ?
- Powiem Ci jak staniemy !
    Rozłączyłeś się. Faktycznie wyprzedziłeś mnie, nawet nie patrząc w moją stronę. Jechałam za Tobą, rozmyślając co się takiego stało, że tak nagle chcesz się ze mną widzieć. Po kilku chwilach, wjechałeś w boczną uliczkę, zatrzymałeś się na opustoszałym małym parkingu, przy jakiejś hali. Stanęłam za Tobą. Wyłączyłeś silnik, zgasiłeś światła i wyszedłeś z auta. Zrobiłam to samo. Wszystko tonęło w mroku. Idąc w Twoją stronę nadal pytałam co się stało. Nadal milczałeś. Podszedłeś, zachłannie na mnie patrzyłeś, pożądałeś mnie, rozbierałeś wzrokiem. Ująłeś w dłonie moją twarz i zacząłeś namiętnie całować usta. Byłam w takim szoku, że dopiero po paru sekundach dotarło do mnie co robisz i dopiero wtedy odwzajemniłam pocałunek. Długi, bardzo namiętny. Najpierw spokojny i wolny, z czasem przechodzący w dziki. Twoje miękkie, ciepłe usta otulały moje. Języki przepychały się, walcząc o terytorium. Wzajemne ssanie i delikatne przygryzanie warg. Wsunąłeś dłoń w moje włosy i lekko pociągnąłeś je w tył. Całowałeś brodę, delikatnie wgryzałeś się w szyję. Kiedy skończyliśmy się całować, oparłam twarz o Twoją. Dotykaliśmy się nosami. Oddech był szybki, puls przyspieszył. Mając zamknięte oczy chłonęłam Twoją bliskość, zapach, ciepło. Dłoń mimowolnie przejechała po wypukłości w spodniach. Cicho mruknąłeś, kiedy mocniej ścisnęłam twardego, podnieconego kutasa i zaczęłam go masować przez materiał spodni. Miałam wielką ochotę na Ciebie.
- Przestraszyłeś mnie – szepnęłam
- Czemu ?
- Nie wiem, ale byłeś taki stanowczy przez telefon, myślałam, że coś się stało.
- Taaaak stało się ...
- Co ?
- Stęskniłem się za Tobą i choćby na chwilkę musiałem Cię zobaczyć.
- Nieprzewidywalny do końca, kiedyś Cię uduszę.
   Staliśmy przytuleni. Żadnych słów, nieskrępowana cisza. Po chwili lekko się odsunąłeś. Nasze spojrzenia się spotkały.
- Muszę już jechać – wyszeptałeś.
- Wiem ...
   Ostatni pocałunek. Jak magnes lgnęliśmy do siebie, nie potrafiąc się pożegnać. Obróciłam się, by wsiąść do auta. Nadal trzymałeś moją dłoń, coraz lżej, coraz delikatniej. Nasze opuszki palców po raz ostatni wzajemnie się otarły, a potem nastała pustka. Wsiadłam do auta. Ręce mi się trzęsły, cała drżałam. Ty odjechałeś pierwszy. Przez całą drogę do domu, rozmyślałam o tym co się stało. Z jednej strony chciałam krzyczeć z radości, a drugiej płakać z bezsilności. Tęskniłam za seksem z Tobą, tęskniłam za Tobą. Potrzebowałam Cię. Kiedy dotarłam do domu, rzuciłam zakupy na blat kuchenny. Przebrałam się i zaczęłam szykować sałatkę. Mój apetyt na owoce gdzieś znikł. Podczas krojenia produktów, kilka razy sięgałam po telefon. Chciałam do Ciebie zadzwonić, ale za każdym razem rezygnowałam. Dobra, wóz, albo przewóz.
    Usiadłam na kanapie, wybrałam Twój numer telefonu. Kilka głębokich wdechów, aby uspokoić zdenerwowanie. 
- Halo ...
- Hej, sorki, że dzwonię ...
- Dobry wieczór – usłyszałam oschle. Zresztą czego mogłam się spodziewać.
- Dobry wieczór – powtórzyłam po Tobie
- Co Ty u licha robisz ? Miałaś do mnie nie dzwonić – szeptem wycedziłeś przez zęby.
- Wiem, ale nie potrafię tak dłużej, proszę przyjedź do mnie.
- Jak mam do Ciebie przyjechać ? Wiesz, że nie mogę.
- To kurwa wymyśl coś, nie wiem, ale najpóźniej za godzinę widzę Cię u mnie. Mam dosyć takiego układu ! - piszczałam zrozpaczona do słuchawki.
- Kuuurwa, proszę uspokój się.
- Nie, nie uspokoję się. Jeszcze gdzieś godzinę temu mnie całowałeś. Zdecyduj wreszcie czego tak naprawdę chcesz !
- Wiem, wiem co było przed godziną ... - zapadła długa cisza w słuchawce.
- Jesteś tam ?
- Taak – głos strasznie Ci posmutniał.
- Więc ? Przyjedziesz czy nie ?
- Nie wiem – westchnąłeś zrezygnowany.
   Po tych słowach postanowiłam się rozłączyć. Nie było sensu ciągnąć rozmowy dalej. Usiadłam na podłodze w kuchni i się rozpłakałam. Potem dokończyłam robić sałatkę. Posprzątałam kuchnie, wzięłam szybki prysznic i ubrałam szlafrok. Usiadłam w fotelu przed telewizorem, nakryłam nogi kocem i trzymając w ręku miseczkę z sałatką owocową zaczęłam pilotem przełączać programy. Od naszej rozmowy minęła równa godzina, a Ciebie nadal tu nie było. Trudno, chyba pora dać sobie spokój z tym wszystkim. Nastój miałam podły. Parę minut później ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam, stałeś oparty o framugę.
- Mogę wejść ?
- Oczywiście, wchodź.
     I oto nastała cisza, ta niezręczna cisza, której tak nienawidzę. Staliśmy naprzeciw siebie, wpatrzeni w podłogę. Wreszcie nie wytrzymałam.
- Napijesz się czegoś ?
- Chętnie, może być kawa.
     Zaprosiłam Cię do kuchni. Stałam oparta o blat i czekałam aż zaparzy się kawa w ekspresie. Podszedłeś do mnie. Objąłeś, wtuliłeś twarz w kark. Ciepły oddech koił zmysły. Opuszki palców muskały ciało, zgarniając z niego smutek. Wsunąłeś dłonie pod szlafroczek, objąłeś nimi okrągłe pośladki.
- Mmm ... uwielbiam je.
    Czułam jak z każdą kolejną sekundą coraz bardziej wilgotnieję. Lekko rozchyliłeś pośladki, wsunąłeś dłoń pomiędzy dwie półkule. Przejechałeś palcami od dupci aż po łechtaczkę. Kolistymi ruchami zacząłeś ją masować. Cicho pojękiwałam, automatycznie mocniej rozchylając nogi i wypinając tyłeczek. Wsunąłeś w mokrą, śliską cipkę jeden palce, potem drugi. Rytmicznie, dość intensywnie pieprzyłeś palcami podniecone wnętrze.  Oparłam dłonie o Twoje uda. Kiedy orgazm przechodził potężną falą przez ciało, kurczowo zacisnęłam palce na materiale spodni.  Echem po kuchni rozniósł się krzyk rozkoszy. Wysunąłeś palce. Obróciłeś mnie w swoją stronę. W świetle kuchennego światła, palce błyszczały mokre od podniecenia. Oblizałeś je, a potem dałeś mi oblizać. Znowu na mnie patrzyłeś tym zachłannym, dzikim wzrokiem. Zsuwając ze mnie szlafrok, kreśliłeś na nagim ciele znaki pożądania. Broda, szyja, dekolt, piersi. Pieściłeś na przemian twarde sutki, Ściskałeś je w palcach. Uginając kolana, chwilę później klęczałam już przed Tobą. Rozpięłam rozporek spodni. Zsunęłam je wraz z bokserkami do wysokości kolan. Twardy jak skała kutas czekał z niecierpliwością na pieszczoty. Ujęłam go w dłoń i z uwielbieniem masowałam, liżąc jego czubek ciepłym językiem. Wsunęłam twardą pałę do ust i ostro pieprzyłam. Dłonie oparłam na Twoich pośladkach. Usta pochłaniały penisa. Połykały, głęboko, bardzo głęboko. Głowa rytmicznie tańczyła. Uwielbiam Cię smakować. Obciągać i ssać Ci kutasa.  Chciałam byś zalał usta spermą, ale Ty postanowiłeś inaczej to rozegrać. Wyciągnąłeś penisa z ust. Chwyciłeś mnie za ramiona i pomogłeś mi wstać. Uniosłeś mnie i posadziłeś na blacie kuchennym. Mocno rozchyliłeś moje nogi. Nachyliłeś się, przejechałeś językiem od łechtaczki aż po drugą dziurkę. Jęknęłam przeciągle. Ciałem wstrząsnął ciepły dreszcz. Wróciłeś do łechtaczki. Ująłeś ją w usta i zacząłeś ssać. Oparłam głowę o szybę okna. Było mi błogo, świat wirował tysiącem barw. Orgazm zbliżał się dużymi krokami. Z lekko rozchylonych ust wydobywał się potok jęków i westchnień. I kiedy już byłam prawie na szczycie, Ty przerwałeś pieszczoty. Wstałeś, wsunąłeś dłonie pod moje pośladki, przysunąłeś mnie bliżej siebie i bez pardonu, mocno wbiłeś się w cipkę. Mocno ją wypełniłeś. Pieprzyłeś mnie z uwielbieniem, dziko, zachłannie. Pchnięcie, za pchnięciem. Wtuliłam się w Ciebie, nogami oplotłam biodra. Przyssałam się do Twych ust. Języki walczyły ze sobą o terytorium. Mocno dociskałeś penisa do cipki. Lizałeś i ssałeś sutki. Byliśmy jednością, jednym ciałem. Złączeni w ekstazie. A kiedy nadeszło apogeum, cipka mocno zaczęła zaciskać się na kutasie w intensywnych skurczach. Szybki, urywany oddech. Jęki przeradzające się w krzyki. Wbiłeś penisa po raz ostatni i obficie zalałeś cipkę lepką spermą. Zdyszani wtuliliśmy się do siebie.
- Masz ochotę na sałatkę owocową ?
- Z chęcią i na sałatkę, i na tę obiecaną kawę, która już dawno się zaparzyła, ale przede wszystkim mam ochotę na Ciebie.
- Ok, w takim razie przenosimy się do pokoju, ale jest jeden warunek ...
- Jaki ?
- Rozbieraj się, bo na razie to tylko ja jestem naga.
- I tak ma być - krzyknąłeś  rozbawiony.
- Dobra, dobra
   Nadzy usiedliśmy na kanapie w pokoju. Nakryliśmy się kocem i przytuleni do siebie, oglądaliśmy film, zajadając sałatkę owocową. A potem ... cóż znaleźliśmy się w łóżku. Po raz kolejny poczułam Twojego kutasa w każdej dziurce. Począwszy od ust, przez cipkę, skończywszy w dupci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ostatnio napisane

Spontan

    Na raz, dwa trzy postanowiliśmy opuścić wygodną kanapę i pojechać do sklepu. Świat spowiła już ciemność. Zaparkowaliśmy na opustoszał...