środa, 20 grudnia 2017

Pan Mikołaj

7 grudnia 2016 r
 Grudzień to świąteczny czas. Szaleństwo zakupów, porządków, przygotowań do Świąt. Puszysty śnieg, migoczące lampki w witrynach sklepowych. Gdzieniegdzie słychać kolędy. Uwielbiam ten czas.
    W tym dniu miałam dzień urlopu, więc postanowiłam pochodzić po sklepach i rozglądnąć się za prezentami. Wsiadłam do auta i pojechałam do mojej ulubionej Galerii Handlowej. Już przy wejściu poczułam typowy świąteczny klimat. Co krok stały choinki, a ich ubiór zapierał dech w piersiach. Chodziłam od sklepu, do sklepu. Powoli, bez pośpiechu. Weszłam na dziedziniec Galerii. Na środku stała olbrzymia, wysoka choinka. Obok w saniach siedział Mikołaj. Gromada uśmiechniętych dzieci niecierpliwie czekała w kolejce, by móc choć na chwilę pobyć z Mikołajem, i co najważniejsze dostać od Niego prezent. Podeszłam bliżej. Uśmiech nie schodził z twarzy dzieci, podekscytowanie i radość wzięły górę. Uciekłam myślami gdzieś daleko. Przypomniały mi się beztroskie chwile dzieciństwa. Radość jaka zawsze towarzyszyła mi w takich chwilach ja ta. To wyczekiwanie na prezenty. Jakie to było fajne. Nagle z zamyśleń wyrwał mnie głos Mikołaja.
- Ho ho ho … podejdź tutaj.
- Ja ? - zapytałam lekko zdziwiona.
- Tak, właśnie Ty !
- Ale przecież ja nie jestem dzieeec …
- Oj, widzę, że niegrzeczna dziewczynka z Ciebie, w ogóle nie słuchasz co się do Ciebie mówi.
   Lekko zdezorientowana, popatrzyłam w lewo i w prawo, szukając potwierdzenia, że chodzi właśnie o mnie. W efekcie znalazłam tylko wiele oczu oburzonych mam, które mierzyły mnie od stóp, do głów, szepcząc coś do siebie. Powoli podeszłam do Mikołaja, próbując mu na wstępie wytłumaczyć, że na tym miejscu powinno znaleźć się kolejne dziecko,  nie ja.
- Usiądź – rzekł Mikołaj i wskazał swoje kolano.
- Chyba Mikołaj żartuje – ta  sytuacja  zaczęła być naprawdę zabawna.
- Usiądź ! -głos Mikołaja tym razem zmienił tonację, nadając stanowczość wypowiedzi.
Mikołaj, a raczej mężczyzna za niego przebrany zaczął mnie intrygować. Usiadłam więc na Jego kolanie i patrząc mu w oczy zapytałam.
- I co teraz ?
- Jak to co, zadam Ci standardowe pytanie, czy byłaś grzeczna. Więc ?
- Jaaa ? Zawsze jestem grzeczna – tym razem nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.
- Kłamiesz ! Widzę to w Twoich oczach. Tylko mówiąc prawdę, możesz liczyć na nagrodę.
- Mhm … a jaka to będzie nagroda ? - rozmowa z owym Panem zaczęła mnie wciągać. Tym bardziej, że Jego głos wydawał mi się znajomy. Już nie raz gdzieś go słyszałam. Znałam te oczy i ten ich błysk. Kto kryje się pod czapką i olbrzymią białą brodą ? W głowie ciągle zadawałam sobie to pytanie. Kolejne słowa jakie wypowiadał, utwierdziły mnie tylko w tym, że znam tego faceta i to bardzo dobrze. W momencie zrobiło mi się ciepło. Miałam problem z opanowaniem emocji.  
- Nie odpowiedziałaś mi na pytanie.
- Ok, czasami bywam niegrzeczna, ale dobrze mi z tym i wybacz Mikołaju, nie zamierzam się zmieniać.
- Uparta jesteś. No i co ja mam z Tobą zrobić ?
- Nie wiem, daj mi jakiś prezent, nagrodę i znikam na dalsze zakupy, a Ty zajmij się zniecierpliwionymi  dziećmi.
Mikołaj zmrużył oczy, zamyślił się, podrapał po brodzie, po czym przybliżył twarz do mojej i łaskocząc mnie białym puchem, szepnął do ucha.
- Za równą godzinę widzimy się w hotelu Campanile, w pokoju nr 313.
Nie musiałam nic odpowiadać, Mikołaj dostrzegł moją odpowiedz w oczach. Poczułam znajome ciepło w podbrzuszu. Cała ta sytuacja zaczęła mnie podniecać. Wypieki na twarzy  zdradzały stan w jakim się znajduję. Serce mocniej zabiło. Wyobraźnia zaczęła pracować na szybszych obrotach.
- A póki co, dostaniesz  lizaka, poćwicz na nim, żebyś mnie nie rozczarowała, widzimy się za godzinę.
Wzięłam kolorowego lizaka i schodząc z kolan Mikołaja, uśmiechnęłam się do Niego  i odeszłam.  W oddali słychać było pisk dzieci.
- Ho ho ho kto następny, zapraszam …
   Wstąpiłam jeszcze do kilku sklepików, ale nie potrafiłam się skupić nad zakupami. Moje myśli krążyły wokół Mikołaja, którego znałam. Mmm bardzo dobrze znałam, wręcz dogłębnie. Hm … poćwicz na lizaku, żebyś mnie nie rozczarowała. Ha ! dobre sobie.  Wspomnienia wróciły. Spotkać się z nim, czy nie. Wciąż się biłam z myślami. Ciekawość i chęć wspólnej rozkoszy wzięła górę, postanowiłam zjawić się w hotelu. Godzina szybko minęła. Pokój nr 313 znajdował się końcu korytarza, drugiego piętra. Wzięłam trzy głębokie wdechy i zapukałam.
- Wejdź ...
Kiedy otworzyłam drzwi, na środku pokoju stał Mikołaj. Nadal ubrany w czerwony kubrak.
- Skąd wiedziałeś, że to ja ?
- Po prostu wiedziałem, Mikołajowa intuicja.
   Podeszłam, Zdjęłam czerwoną czapkę, potem białą brodę przymocowaną na gumce. I oto pojawił się On, niby nieznajomy, a tak naprawdę ktoś, kogo bardzo dobrze znałam. Ktoś, kto znał moje wady i zalety, moje tajemnice.  Już wiedziałam do kogo należy mikołajowy głos. Rozpłynęłam się na widok mężczyzny stojącego przede mną. Nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku. Języki leniwie ocierały się o siebie, by po chwili  przyspieszyć i walczyć  o terytorium. Pocałunki z czasem stały się dzikie, zachłanne.
- Masz cukierkowy smak ust.
- To nie cukierki, tylko lizak.
- Zjadłaś lizaka, którego Ci dałem ?
- No jasne, całego. 
- Ćwiczyłaś na nim ?
- No co Ty, ja nie muszę ćwiczyć.
- Wiem, wiem to doskonale.
Moje dłonie powędrowały w stronę spodni. Mimo, że pozbyłam Mikołaja czapki i brody, nadal miał na sobie resztę czerwonego ubrania.
- Hm … nigdy jeszcze nie miałam okazji obciągać Mikołajowi.
- No to czas najwyższy to zmienić.
    Zsunęłam czerwone spodnie. Zniecierpliwione palce  rozpięły zamek jeansów. Drugie spodnie, wraz z bielizną też zsunęłam. Gotowy, twardy penis lekko bujał się na boki, prosząc o pieszczoty. Kucnęłam, chwyciłam go w dłoń i zaczęłam pieścić. Językiem zataczałam kółeczka wokół główki. Lizałam kutasa po całej długości , w dół i w górę, i ponownie w dół. Wsunęłam do ust sam czubek i mocno zassałam. Aż wreszcie wsunęłam całego penisa i zaczęłam mocno obciągać. Sunęłam po nim wargami. Mocno pieprzyłam. Czułam jak obija tylną część gardła. Mocno zasysałam, tak jak lubisz, bo przecież już nie raz moje usta robiły Ci dobrze. Dwoma palcami chwyciłam penisa u nasady i rytmicznie wraz z ustami mocno obciągałam. Równomierne, mocne, dosadne rżnięcie kutasa ustami. Po chwili wyjęłam go. Oklepałam nim twarz pozostawiając mokre ślady śliny. Splunęłam na niego i patrząc na Ciebie uległym wzrokiem, wszystko dokładnie zlizałam i wsunęłam ponownie twardą pałę do ust. Mmm … uwielbiam Ci obciągać, ssać, lizać, smakować. Byłam na maxa podniecona. Cipka cała mokra i śliska, łącznie z majtkami. Chciałam Cię poczuć w sobie. Chciałam żebyś mnie zerżnął. Mocno, tak jak lubię.
- Wstań i mocno wypnij tyłek – jakbyś czytał w moich myślach.
    W pośpiechu wstałam, podeszłam do stołu. Zsunęłam spodnie i majtki, mocno wypięłam tyłek, opierając dłonie o blat stołu. Podszedłeś od tyłu. Przejechałeś dłonią po cipce, wsunąłeś w nią dwa palce i zacząłeś ją rytmicznie posuwać. Byłam na granicy orgazmu, dlatego już po kilku wsunięciach zaczęłam dochodzić. Orgazm pustoszył ciało, cipka zaciskała się na palcach. Z ust wydobył się potok jęków i westchnień. Przez ciało przechodziły ciepłe dreszcze. Wyjąłeś palce, dałeś mi je do oblizania. A potem bez pardonu zapakowałeś mi kutasa w cipkę. Głęboko, po samą nasadę. Jęknęłam przeciągle, czując jak Twoja duża pała mocno rozpycha moje wnętrze. Ująłeś w dłonie moje pośladki i mocno nabijałeś cipkę na penisa. Raz za razem, pchnięcie za pchnięciem. Klaps w tyłek, potem drugi i kolejny. Wsunąłeś dłoń pod moją bluzkę, zsunąłeś stanik. Ściskałeś w palcach twarde, podniecone sutki i ostro mnie rżnąłeś. Kolejny orgazm, kolejne skurcze cipki, kolejne głośne jęki rozchodzące się echem po pokoju. Ledwo stałam na nogach, świat wirował, serce mocno biło, krew pulsowała w skroniach, brakował mi powietrza. Wyjąłeś kutasa, mocno rozchyliłeś pośladki i już po kilku sekundach byłeś w mojej dupci. Wsuwałeś się głęboko, na maxa. Dosadnie pieprzyłeś tyłek. Tak jak lubię. Kutas rozpychał dupcie na boki, pieprzyłeś ją na granicy słodkiego bólu. Wsunęłam palce w cipkę, a kciuk oparłam na łechtaczce. Pieprzyłam sobie cipkę, pocierałam łechtaczkę i po raz kolejny zaczęłam dochodzić. Ty w tym czasie mocno rżnąłeś tyłek. To już nie były jęki, to był krzyk rozkoszy.
- O tak, tak mnie pieprz, mmmmocnej, zerżnij mi na maxa tyłek…
- Tak ?
- Mmm o taaak, właśnie tak.
- Mam Ci go zalać  ?
- Nieee … wsuń mi kutasa  w usta i się w nie spuść.
- To dawaj.
     Wysunąłeś penisa, a ja szybko obróciłam się w Twoją stronę, kucnęłam, jedną dłoń oparłam o Twoje pośladki, a palce drugiej dłoni nadal pieściły cipkę. Wsunęłam kutasa głęboko w usta i zaczęłam mocno obciągać. Wsunąłeś dłoń w moje włosy i mocno dociskałeś głowę do kutasa. Teraz to Ty rżnąłeś mi usta. Szybko, mocno, rytmicznie. Ślina ściekała po brodzie.  Poczułam jak penis pręży się i pulsuje, i już po chwili usta wypełniły się spermą. Wszystko połknęłam, ubóstwiam smak spermy. Zachłannie zlizałam z kutasa resztki białego, lepkiego płynu, wyssałam do ostatniej kropli. Zadowolona wstałam, oblizałam się. Potrzebna mi była dawka witamin. Nasze usta ponownie się spotkały, tym  w dzikim pocałunku.
- Po godzinach dorabiasz jako Mikołaj ?
- Tak, a co ?
- Nic, zaskoczyłeś mnie.
- Hm … jeszcze nie raz Cię zaskoczę.
- Nie wątpię, a jeśli chodzi o to, co tu się przed chwilą wydarzyło … poproszę tak częściej. Może powinniśmy znowu zacząć się spotykać, tak jak kiedyś ?
- Marzę o tym, ale to nie ja przecież zrezygnowałem ze spotkań, tylko Ty. Ja tylko uszanowałem Twoją decyzję.
- Wiem i jestem Ci za to wdzięczna, ale dzisiejszy czas spędzony z Tobą, utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że stałeś się i nadal jesteś moim narkotykiem, bez którego nie potrafię żyć. Ty i  Twój kutas ... nie potrafię bez Was funkcjonować. Zresztą ...  już za Wami  tęsknię. Mówiąc to popatrzyłam na Ciebie, potem na Twoje spodnie i dłonią przejechałam po rozporku, lekko ugniatając schowanego  penisa.
- W takim razie, jutro też znajdziesz mnie w Galerii Handlowej, w tym samym miejscu. Przyjdź, a obiecuję, że nie pożałujesz i będziesz wyć z rozkoszy.
- I właśnie to chciałam usłyszeć.
     I tak przez kolejną godzinę rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Drocząc się z sobą. Potem był ostatni buziak na pożegnanie i rozeszliśmy się w swoje strony, ale tylko do jutra.
   Kiedyś byliśmy  kochankami, dużo czasu upłynęło od ostatniego spotkania. Dzisiaj  znowu nimi zostaliśmy   ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ostatnio napisane

Spontan

    Na raz, dwa trzy postanowiliśmy opuścić wygodną kanapę i pojechać do sklepu. Świat spowiła już ciemność. Zaparkowaliśmy na opustoszał...