poniedziałek, 18 grudnia 2017

Grzane wino i rozmowa ciał ...

5 lutego 2009 r
   Było mroźne popołudnie. Za oknem puszysty śnieg otulał każdy zakamarek miasta. Niebo ciemniało z każdą minutą. Księżyc próbował przedostać się przez grubą warstwę chmur. Staliśmy przy oknie kuchennym i wpatrywaliśmy się w białe płatki śniegu. Różnoraki kształt spadających śnieżnych gwiazdek przyprawiał nas o zawrót głowy. Wtuliłeś twarz w moje włosy. Dłonią delikatnie gładziłeś twarz. Zawsze czułam się w Twych ramionach bezpiecznie. Byłeś moją oazą spokoju, moją wyrocznią i uzależnieniem. Z głośników płynęła spokojna muzyka. Nasze ciała delikatnie kołysały się w takt melodii. Otuliłeś mnie swym ciepłem, delikatnym dotykiem.
- Masz ochotę na grzane wino ? – zapytałeś szeptem i musnąłeś ustami płatek mego ucha.
- Oczywiście Kochanie, że mam ochotę.
    W blasku kilku zapalonych świec, razem sporządziliśmy ten wspaniały trunek. Ukradkowe spojrzenia pełne napięcia i rosnącego podniecenia, delikatne i niewinne pocałunki, przyspieszone bicie serc. Podgrzaliśmy czerwone wytrawne wino, dodając dwie laski cynamonu, jedną laskę wanilii oraz kilka goździków i trochę cukru. Dodaliśmy również wyciśnięty sok z pomarańczy i cytryny, a na koniec doprawiliśmy ciemnym rumem i wszystko mocno podgrzaliśmy. Wspaniały aromat roznosił się po mieszkaniu. Kiedy ja rozlewałam gorący trunek do kieliszków i ozdabiałam szkło owocami, Ty obierałeś pomarańcze i układałeś na półmisku. Twój gorący oddech parzył moją skórę. Nasze ciała ocierały się o siebie. Kawałkiem soczystego owocu zwilżyłeś moje usta. Sok spłynął po brodzie. Delikatnie zlizałeś go językiem, ustami musnąłeś szyję. Patrzeliśmy na siebie oczami pełnymi pożądania i żaru. Nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku. Języki leniwe ocierały się o siebie, jakby w zwolnionym tempie. Ssałam na przemian Twoje wargi, a Ty nie byłeś mi dłużny i delikatnie kąsałeś zębami moje usta. Całowaliśmy się z pasją i uwielbieniem. Tyłeczkiem wcierałam się w Twoje krocze i zmysłowymi ruchami pobudzałam męskość. Twoja dłoń była wilgotna z soku. Ujęłam ją w swoją dłoń i po kolei zlizywałam z każdego palca słodki sok pomarańczy. Wkładałam palce do ust, ssałam je i wodziłam po nich językiem. Kusząco je pieściłam, mocno zaciskając na nich wargi. Potem chwyciłam do ręki kieliszek z grzanym winem i wolnym krokiem poszłam do salonu. Szedłeś za mną trzymając w dłoniach swój kieliszek i półmisek z owocami. Szłam i wabiłam Cię, kusiłam swym ciałem. Moje biodra kołysały się w zmysłowym tańcu. Czasami spoglądałam na Ciebie błyszczącymi, pełnymi dzikości oczami. Usiedliśmy na kanapie i popijając grzane wino, karmiliśmy się wzajemnie pomarańczą. Twój oddech przenikał w głąb mego ciała. Gorące dłonie gładziły ciało ukryte pod materiałem. Byliśmy siebie spragnieni. Nasze zmysły rozbudzone, nasze ciała rozgrzane do czerwoności, nieregularny oddech, ciepło rozchodzące się po każdym zakamarku naszych ciał. Byliśmy niespokojni i niecierpliwi. Rozpięłam Twą koszulę, dłońmi masowałam i pieściłam tors. Językiem drażniłam sutki, pozostawiając wilgotny ślad. Pieściłeś moje piersi, podszczypywałeś dumnie sterczące sutki. Podniecenie sięgało zenitu. Szał w oczach i dzikość ciał. Usiadłam okrakiem na Tobie, tyłeczkiem znów ocierając się o Twoją męskość uwięzioną w spodniach. Czułam nieodpartą chęć na dziki sex. W pośpiechu rozpięłam rozporek spodni i wydobyłam Twego penisa. Był już sztywny i bardzo twardy. Nachyliłam się, przejechałam językiem po całej jego długości, musnęłam jego czubek, chwilkę drażniłam dziurkę, aż wreszcie zanurzyłam go w swych gorących ustach. Mruknąłeś zadowolony, czułam jak przez Twoje ciało przechodzi dreszcz. Chwilkę ssałam penisa, potem go wyjęłam. Ściągnęłam delikatnie napletek, przesunęłam swoje majteczki w bok i zaczęłam drażnić łechtaczkę jego czubkiem. Z każdą sekundą cipka robiła się bardziej mokra i nabrzmiała. Przygryzałam zębami wargi, wydawałam z siebie ciche jęki. Opuszkami palców drażniłeś moją skórę. Nie mogłam już wytrzymać, musiałam Cię poczuć w sobie, więc nabiłam się na Twojego członka. Mrrr … błogość obcowania. Wnikałeś we mnie z uwielbieniem. Nasze ciała rytmicznie poruszały się w szalonym tańcu. Błogie poddanie kochanków. Łapczywie chłonęliśmy drogę ku spełnieniu. Obłęd i szał, jęki i krzyki, zaciskające się kurczowo dłonie, zaciskające się usta w dzikich pocałunkach. Ujeżdżałam Cię coraz mocniej, coraz szybciej. Byliśmy w amoku. Mocno wtuleni w siebie poruszaliśmy tylko biodrami. Rękoma oplotłam Twoją szyję. TY dłońmi ująłeś moje biodra i docisnąłeś je do siebie. Trzymałeś je w mocnym uścisku. Penis penetrował moje wnętrze coraz głębiej, wsuwał się i wysuwał z cipki coraz szybciej i szybciej. Nasze ciała wiły się w spazmach rozkoszy, drżały i falowały w szaleństwie spełnienia. Wspólnie dotarliśmy na szczyt jęcząc i krzycząc w obłędzie rozkoszy. Pulsująca błogość, Twoje ciepło rozchodzące się po moim wnętrzu, zaciskające się mięśnie, szybki oddech. Trwaliśmy w mocnym uścisku jeszcze przez jakiś czas, nasze ciała powolutku uspakajały się, rytm serca wracał do normy.
  Kuszenie, pożądanie, podniecenie, błogość obcowania, rozmowa ciał i szalona rozkosz spełnienia … kochankowie co jednym ciałem się stali ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ostatnio napisane

Spontan

    Na raz, dwa trzy postanowiliśmy opuścić wygodną kanapę i pojechać do sklepu. Świat spowiła już ciemność. Zaparkowaliśmy na opustoszał...