29 października 2009 r
Ciepła noc, oświetlana przez pioruny potężnej burzy. Grzmoty, jeden za drugim, głośne i nieprzyjemne. Powodujące ciarki na ciele, przerażenie i strach. Ulewa, krople deszczu wrednie wciskają się w każdy zakamarek istnienia. Wracam z imprezy u znajomych, do domu nie mam daleko. Sama nie wiem czemu w taką pogodę postanowiłam pójść pieszo, zamiast pojechać taksówką. Ulice są puste, nie ma nikogo. Wszyscy już smacznie śpią. Moje obcasy rytmicznie odbijają się od płyt chodnikowych. Jestem mokra, deszcz spływa po moim ciele, nic nie widzę. Obraz staje się zamazany przez spływający potwarzy makijaż. Nagle za mną słyszę czyjeś kroki. Czuję niepokój. Kto oprócz mnie mógłby być na tyle szalony by w taką pogodę wyjść z domu. Przyspieszam, boję się obrócić w tył. Mój krok zmienia się w lekki bieg. Ten ktoś za mną też biegnie. Próbuje mnie dogonić. W panice próbuję się gdzieś schować, na próżno, wszystko pozamykane. Jestem pewna, że to mężczyzna, nie wiem co ode mnie chce,mogę tylko przypuszczać jakie ma zamiary. Błysk i grzmot, grzmot i błysk i tak na zmianę. Biegnę już co sił, by uciec. Nie omijam już kałuż, biegnę wprost na nie, woda rozpryskuje się na boki. Biegnę czym prędzej, ale ten ktoś za mną nie daje za wygraną. Nagle dogania mnie, łapie za rękę i mocno do siebie przyciąga. Tracę równowagę, prawie się przewracam. Napastnik, który okazuje się mężczyzną, chwyta jeszcze mocniej moją dłoń i zaciąga mnie do pobliskiej bramy. Na moje nieszczęście brama jest otwarta. Próbuję się wyrwać, próbuję krzyczeć, ale On zatyka mi dłonią usta. Jestem przerażona. W bramie jest ciemno, robię wszystko by się uwolnić, lecz On jest silniejszy. Przyciska mnie do muru, a potem patrzy na mnie. W tym momencie błysk burzy oświetla Jego twarz. Zauważam znajome rysy twarzy, ten filuterny uśmiech i te piękne duże, błyszczące oczy. Napastnik okazuje się być moim sąsiadem. Zaczynam Go wyzywać od różnych, za to, że mnie tak wystraszył. On zatyka mi buzię pocałunkiem. Jego język wsuwa się do mych ust, ociera się o mój język. Jego pocałunki są gorące i namiętne. Takie jak lubię. Czuję na sobie Jego ciepły, przyspieszony oddech. W Jego ramionach czuję się bezpiecznie. Grzmoty, które towarzyszą naszemu spotkaniu, nagle przestają mnie przerażać, wręcz przeciwnie dzięki nim czuję jeszcze większe pożądanie, jeszcze większe podniecenie. Staramy się zerwać z siebie mokre, przylegające do ciał ubrania. Jego subtelny, delikatny dotyk powala mnie na kolana. Nogi mi się uginają pod wpływem Jego pieszczot. Opuszkami palców kreśli znaki na moich piersiach. Potem bierze je w dłoń i masuje. Językiem drażni sutki i lekko przygryza je zębami. Mój oddech jest przyspieszony, z ust wydobywają się ciche jęki. Pieścimy się wzajemnie i całujemy. Dłonią dotykam Jego męskość, która dumnie już stoi gotowa do boju. Ściągam napletek, pieszczę penisa delikatnie, kciukiem zataczam kółka na główce. Czuję jak Jego kolano wsuwa się pomiędzy moje nogi. Dłonią pieści wewnętrzną stronę mych ud, aż wreszcie Jego palce zagłębiają się w mojej kobiecości. Rytmiczne ruchy powodują, że jestem bliska obłędu rozkoszy. Kciukiem pociera łechtaczkę, miętosi ją, ugniata. Nie pozwala bym osiągnęła szczyt. Unosi moją nogę lekko w górę i wchodzi we mnie. Nasze ciała ocierają się o siebie. Jesteśmy w szale pożądania. Błysk i grzmot, grzmot i błysk i tak na zmianę. Moje ciało wije się i wygina. Nasze języki spotykają się w dzikich pocałunkach, ruchy bioder, choć rytmiczne stają się dzikie, nieokiełznane. Jeszcze mocniej, jeszcze głębiej, jeszcze szybciej … jeszcze, jeszcze, jeszcze. Nasze krzyki mieszają się w powietrzu, nasze oddechy stają się jednością. Spazmy rozkoszy, drżenie ciał, ostatni przeciągły krzyk i potężny wspólny orgazm. Ciepła sperma otula moją kobiecość. Uwielbiam to uczucie. Po chwili wytchnienia po wspaniałym seksie, próbujemy wbić się z powrotem w mokre ubrania, a potem trzymając się za ręce wracamy do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz