niedziela, 17 maja 2020

Spontan


   Na raz, dwa trzy postanowiliśmy opuścić wygodną kanapę i pojechać do sklepu. Świat spowiła już ciemność. Zaparkowaliśmy na opustoszałym parkingu. Zanim otworzyłam drzwi auta, poczułam Twoją dłoń na twarzy. Chwilę mi się przyglądałeś, a później Twoje gorące usta przylgnęły do moich. Każdy nasz pocałunek był pełen magii i pasji. Każdy nasz pocałunek wywoływał ciepłe dreszcze, drażniąc przy tym wszystkie możliwe zakończenia nerwowe. Twarz przy twarzy. Usta spotykające się namiętnym, ale i dzikim pocałunku. Języki przeplatające się, ocierające o siebie.

Dobra, ale do rzeczy …

   Poszliśmy do sklepu. Trzymając się za ręce, wrzucaliśmy do koszyka poszczególne produkty, żeby wspólnie ogarnąć ciepłą kolację. Ukradkowe spojrzenia, delikatny uśmiech i ta chemia między nami. Coś co nas do siebie przyciągało. Niewidzialna nić pożądania. Na samą myśl o tamtym wieczorze, czuję to znajome, rozkoszne ciepło rozchodzące się w podbrzuszu.
Zresztą przyznam, że już będąc w sklepie miałam ochotę zaciągnąć Cię w jakieś ustronne miejsce i dobrać się do Ciebie. Poczuć dotyk Twych dłoni.
  Stojąc przy kasie i wykładając zakupy na taśmę, poczułam jak całujesz mnie w kark i lekko przygryzasz płatek ucha. Fala ciepła zalała mi twarz. Sutki jak na zawołanie dumnie stanęły ocierając się o materiał bielizny. Rany, co Ty ze mną robiłeś, miałeś pełną kontrolę nad moim ciałem.
  Wracając do domu, rozmawialiśmy na różne tematy. Stwierdziliśmy, że po przyjściu do domu napijemy się kawy, a potem zabierzemy się za gotowanie. Ale scenariusz naszego wieczoru, okazał się zupełnie inny …
  Przekraczając próg mieszkania, mocno chwyciłeś mnie za pośladek, tym samym pchając mnie na ścianę. Przyssałeś się do moich ust, dziko wpychając w nie język. Pocałunek, od którego brakuje tchu. Potem było kilka zwyczajnych, przyziemnych czynności, czyli zdjęcie butów, kurtek, umycie rąk, wypakowanie zakupów, no i zaparzenie obiecanej kawy. Tylko, że kawa jak się później okazało była deserem, a głównym daniem byłeś Ty.
   Właśnie włączałam ekspres do kawy, kiedy poczułam Twój oddech na karku. Biodrami wpychałeś się w moje pośladki. Poczułam tę twardość w Twoich spodniach. Całowałaś mnie po karku. Dłonie wsunąłeś pod bluzkę, rozpiąłeś biustonosz i dobrałeś się do piersi. Palce szybko odnalazły sutki, które mocno już stwardniały. Zacząłeś je ściskać, podszczypywać. Z moich ust wydobył się przeciągły jęk. A usta, coż … ponownie spotkały się w dzikich pocałunkach. Zęby przygryzały wargi. Języki toczyły walkę o terytorium. Rozpiąłeś mi spodnie, zsunąłeś je razem z majtkami. Dłońmi masowałeś pośladki, dawałeś klapsy. Wsunąłeś palce pomiędzy nie, natrafiając na mokrą, gorącą i pulsującą cipkę. Mruknąłeś zadowolony, bo właśnie takiego efektu oczekiwałeś. Rytmiczne, koliste masowanie łechtaczki Twoimi zwinnymi palcami, spowodowało, że zaczęłam odlatywać. Orgazm szybko mnie dopadł, pustoszył ciało. Głośne jęki rozeszły się echem po kuchni. Nie pozwoliłeś mi odpocząć. Obróciłeś mnie w swoją stronę i patrząc na mnie, oblizałeś palce, mokre i lepkie z mojego podniecenia. Posadziłeś mnie na blacie. Szybko zdjąłeś ze mnie spodnie, mocno rozchyliłeś mi nogi i bez większych ceregieli, dobrałeś się ustami do cipki. Powoli traciłam świadomość. Język sunął po niej z uwielbieniem, drażniąc najczulsze miejsca. Lizałeś mnie z pasją. Usta rytmicznie ssały łechtaczkę, a dwa palce wsuwały się w cipkę. Wsunęłam dłoń w Twoje włosy, tym samym dociskając twarz, by jeszcze zwiększyć doznania. Potok westchnień i jęków wysypywał się z ust. Coraz mocniej, intensywniej. Coraz szybciej. Kolejny orgazm przetoczył się przez ciało, jak potężna fala Tsunami. Mgliste, nieobecne spojrzenie mych oczu, mówiło wszystko.
   Akcja nabierała tempa. Były momenty, że nie do końca wiedziałam co się ze mną dzieje. Gdzie jestem. Byłam w innym świecie, miałam wrażenie, że się unoszę. Nawet nie kojarzę momentu jak to się stało, że z „pozycji blat” przeszłam do „pozycji parter” klęcząc przed Tobą na podłodze kuchni. Szybko rozpięłam spodnie, lekko je zsuwając. Penis stał na baczność, lekko się kołysząc. Mój język zaczął wędrówkę po jego długości, oczywiście zahaczając o jądra, żeby nie było im smutno. Lizałam go z uwielbieniem. Czubkiem drażniłam jego najczulsze miejsca. Wsunęłam penisa do ust. Mocno objęłam go wargami i zaczęłam Cię pieścić. Wilgotne usta dziko po nim sunęły. Z góry przyglądałeś się, jak Twoja męskość co chwilę chowa się w ustach. To musiał być podniecający widok. Na chwilę wyjęłam penisa. Oklepałam nim swoją twarz, pozostawiając na niej mokre ślady śliny. Ramiączka biustonosza zsuwały się na ramiona, trochę blokując mi ruch. W bluzce rozpięły się już 3 guziki. Splunęłam na penisa, zaczęłam wszystko zachłannie zlizywać. I w tym momencie mocno chwyciłeś mnie za policzka, zmuszając do otwarcia ust. Popatrzyłeś, pełen dzikiej i niepohamowanej żądzy, a później wsadziłeś do ust całego penisa, po nasadę. Zaczęłam się nim krztusić. Chwyciłeś mnie za głowę i zacząłeś ją dociskać do krocza. Nabijałeś usta na penisa. Pieprzyłeś je bez opamiętania. Moje palce w tym czasie wsunęły się w cipkę. To był totalny odlot. Nadszedł czas kiedy zwolniłeś uścisk mojej głowy. Jednym ruchem pomogłeś mi wstać. Wpychając mi palce w cipkę, całując moje usta, pokonywałeś wraz ze mną kolejne kroki, by wreszcie dotrzeć do łóżka.
   W bardzo szybkim tempie pozbywaliśmy się resztek ubrań, które w nieładzie lądowały na podłodze. Niemalże kadr wycięty z wielu światowych filmów. Nadzy rzuciliśmy się na łóżko. Wzajemny dotyk, pocałunki. Dłonie kreślące na skórze znaki pożądania. Chciałam Cię wreszcie poczuć w sobie. Chciałam się z Tobą kochać, pierzyć, rżnąć.
   Dosiadłam Cię. Chwilę ocierałam mokrą cipką o penisa, a później nabiłam się na niego i zaczęłam Cię ujeżdżać. Biodra unosiły się i opadały. Kołysały się, wiły. Piersi podskakiwały. Wsunąłeś palce pomiędzy nasze ciała. Zacząłeś masować nabrzmiałą łechtaczkę. Palcami drugiej dłoni, podszczypywałeś na przemian sutki. Nie jestem wstanie użyć słów do określenia tego co czułam, co działa się z moim ciałem. Dochodziłam raz za razem. Cipka mocno zaciskała się na penisie. Zmieniliśmy pozycję. Wziąłeś mnie od tyłu. Głowę oparłam na poduszce, biodra uniosłam w górę, a Ty zamiast wejść we mnie, zacząłeś mnie lizać i dawać mocne klapsy. Rozkosz i słodki ból totalnie się zmieszały. Chciałam więcej, chciałam mocniej. Wbiłeś się we mnie, głęboko. Twoje biodra chodziły jak tłoki. Raz za razem. Pchnięcie za pchnięciem. Coraz szybciej, bez opamiętania. Pokonywaliśmy kolejne szczeble rozkoszy, by wspólnie chwycić szczyt, by wspólny krzyk jednym się stał. Wypełniłeś mnie swym ciepłem. Strużki spermy powoli spływały po łechtaczce.
Opadliśmy na łóżko. Oddech powoli się uspokajał.
   I tak leżeliśmy jeszcze przez chwilę. Obsypywałeś moją twarz wieloma czułymi pocałunkami, a Twoje ramię bezpiecznie mnie otuliło.

Pora wreszcie wstać i zaparzyć kawę :)

PS. Dopiero podczas kolacji dotarło do nas, że jak i w kuchni, tak i w pokoju były zapalone światła, a co jeszcze ważniejsze … rolety w oknach nie były zasunięte, więc sąsiedzi mięli niezłe kino, niezły ubaw. Spontan … czasami przez niego traci się głowę.

Ostatnio napisane

Spontan

    Na raz, dwa trzy postanowiliśmy opuścić wygodną kanapę i pojechać do sklepu. Świat spowiła już ciemność. Zaparkowaliśmy na opustoszał...